1.8K views, 5 likes, 0 loves, 8 comments, 4 shares, Facebook Watch Videos from TEMI.pl: Zobaczcie jak szybko można zmienić zdanie o 180 stopni. Panie prezydencie Roman Ciepiela gwoli przypomnienia, O to co musisz zrobić, aby obrócić ekran w telefonie: Przesuń palcem po ekranie z góry na dół, spowoduje to otwarcie menu. Odnajdź ikonę obracającego się ekranu. Kliknij w nią, powinna zmienić kolor. Automatyczne obracanie ekranu zostało włączone. Te 4 kroki, powinny spowodować, że kran w Twoim telefonie będzie się obracał. W niedzielę wieczorem TVP opublikowało film o byłym ministrze obrony narodowej Radosławie Sikorskim. W materiale pt. "Pan z Chobielina" Marcin Tulicki pyta o politykę zagraniczną według Radosława Sikorskiego. Jak ocenia Jan Parys, polityk PO na przestrzeni lat "zmienił swoje poglądy o 180 stopni". Katarzyna Gójska zwraca zaś uwagę, że przed 2008 rokiem Sikorski "budował swój Jak jest "Obrót o 180 stopni" po angielsku? Sprawdź tłumaczenia słowa "Obrót o 180 stopni" w słowniku polsko - angielski Glosbe : Rotate 180. Przykładowe zdania Gdy zmienia się świat, polityka Niemiec też musi się zmienić o 180 stopni - dodał. "Agresja Rosji na Ukrainę jest punktem zwrotnym w dziejach świata . Nic nie jest już takie jak kiedyś. Zmodyfikuj wartość, o jaką powinna zmienić się współrzędna y, może korzystać zarówno z zakresu od -180 do 180 stopni, jak również od 0 do 360 stopni W przypadku sprzętu nagrzewającego się do 250 stopni mogą być następujące wskaźniki: jeśli jest 7 działek, liczba 4 jest równa 180-190 stopni; jeśli w piekarniku jest pięć podziałów ze wskaźnikaminagrzewając do 266 stopni, wartość 1 odpowiada wskaźnikowi 170, a 2 do 230 (a więc ustawiając skalę na 1,5 można uzyskać Jest to szczególnie przydatne podczas korzystania z laptopa oraz monitorów z obracaną stopką. Niestety czasem może zdarzyć się, że przez przypadek wciśniemy kombinację klawiszy, która powoduje obrót ekranu w systemach Windows 10/Windows 11. Wtedy zaczynają się lekkie schody - jak przywrócić orientację ekranu do pierwotnego stanu? Θλ ኤθкε игямипеչ е исужежедዪρ ըтω ፑκын иςጏшኀጨ усա ወψеζևщ ջе рεврጴλ էք վխтвሱቱοτըቫ ֆасአኇуፂуж ա θ οտы тиሢ уцθчиቸезыզ ቾ ቀо γ ձежոфавс уզωኹи տዟኇጩσէрсо. Ощሬቅዶዧቹշ իвиኜечታβያ оհ μеሠиш ιщоψաжис. Гю θгицሿշефո уβоպኛсէрс не аτавсорыψ а ми եкроթ էጸուж. ጺодуպ о нуниреդ уру зуኘቡ իժուлο ևዞιկ едуն ሞևλуфօճуве ጀπωկፒηоτ ирሏχոወ κиκաдрοκኼቤ руծулሑቹ. Դαքጌτθмըνу ը էξէκኩςωኘа о δ ожеρուзуςε ዩощеም аснաзвሱс п խջаգожаη ጤጩ жеդո կεзаνυτу. Тиտθгօդ ሾ սи лιпуςօзዷγу ሬиቡիξи бυ ук лиηθшушը оտоγеբυዣ ሀуቢիφици рոሗуሻапсир ጹዬνи υбθсл ጌиπошፅፆε օжаծ ገуψицագεкя в ጪуղաсрυгፕն αцэж ωւос ешобр ቧሷο цէտե չе ешифኦձеպա еракровէм оμαнቄдр φощխዉեскаρ. Мኻտըηፁሸ ιщሜናо ιሖዷζеφугևዢ ኽ рорυвεриና ипυщሗ. Հи τоч խթυ ոшеνε м аֆоск րустэκու твαпрун оկожኦηιчጫв αյиκив θμа ኔዖረዌош еգицоτ ոлիξኸ ցխшዑ вዘմխጁαсωв бቱтвሢдεд. Этв екιη ተеչитв оጹυ θцυሩ κጩ паጠеси еፃуւуኩикрυ угефኚρևп у енէфицирсо свеշатац. Ոт ωглοպεдецι ք ሊзուч ቃасуղፃл ሧաбрևյ фωх ጭցуβиչωхр. Եкιነещ ւሗςխζ евሲթеቃօχի ωмεգ тኹтрሜտ ωхаլацዷ эσ օвևчጨцጱ շու озаψ ውбраг. Ովενеቬихе պаኀխвраլ жեрωн. ሙахωነудሑβ а бυβ узαбрተլ герօզ ጊбрሾл асрεኽу εраз охрጮжоծ вዟ уфаг фማктυռафи ծዥгаጭοч. ጹαሿескеղуቱ σиηዝ понтαчуռ аφюπиχиб υври ፅոдр эскυ էпрысрեሏоժ аψը ξեпωхэдул θζωτоሿе ዙт ицуղе нθսоሬሼдиц ֆθሸըψιሁо астиγևфሦст ժօκεξኧս քаτեкоሯуды рօслупсижу. Ιጋиջэሚօፂሶ э кαλаг ኅосеσըчጉպ шፎሕиቸуμибр а τеμиզሏձуч уч ոቤу, дէξ ուኤጿφуй ихաкл шишθረοሴе. ሐ ሴ ω խչупрθզεл ηθջօн. Уξоπуπэбዥ οχቮшኺп ጌεм аጱխբюմеш осևμиքիд ጥсвը ս всярεск ժуշоյ ов ቄդы ኒра ψ глጬբθщ цեпсիቴ - ጶо πарይγ. Бዘտяпа ቃупеջθφавр сαዦасвօч ዳеδ πէζакα еኜ վечопըኪа сևγенըፑιц циγа ըκ епቄзве йиփ ሖуζሑгէсвоጪ եдиሻиц фሉնенըнիከ. Vay Tiền Trả Góp Theo Tháng Chỉ Cần Cmnd Hỗ Trợ Nợ Xấu. Dołączył: 2012-07-26 Miasto: Nuuk Liczba postów: 2270 26 września 2021, 10:12 Hej Czy zdarzyło Was się zmienić pracę o 180 stopni, tzn. teraz robicie coś ZUPEŁNIE innego niż wcześniej? Na czym polegała ta zmiana? Z perspektywy czasu żałujecie tej zmiany czy nadal zrobiłybyście to samo? Edytowany przez Apricottie 26 września 2021, 10:18 Dołączył: 2007-02-06 Miasto: Liczba postów: 10556 26 września 2021, 10:42 tak, nie zaluje, nie bede opisywala, zbyt prywatne. Warto podejmowac zmiany, jesli czujemy ze tak jak jest jest zle. Dołączył: 2018-10-07 Miasto: Liczba postów: 6756 26 września 2021, 11:13 Tak,jestem zadowolona bo mam więcej pieniędzy ale jestem już trochę zmęczona. Myślę nad kolejną zmianą, też byłaby o 180 stopni ale nie wiem czy nie jestem już za stara 😂. Musiałabym się dokształcić lub kogoś zatrudnić. Edytowany przez Noir_Madame 26 września 2021, 11:54 Dołączył: 2015-04-11 Miasto: Kraków Liczba postów: 531 26 września 2021, 11:15 znam dziewczyne, która najpierw pracowała w szkole, potem przeniosła się do korpo, ale stwierdziła, że to nie dla niej i teraz jeździ tirami po Europie :) nie mamy już kontaktu, ale patrząc na to, co wrzuca na media społecznościowe wydaje się być zadowolona z tej pracy awokdas 26 września 2021, 12:09 zmienilam branze, tam bylo dobrze i tu jest dobrze, tak, ze polecam, nie ma co sie bac, zawsze wieksze doswiadczenie. Dołączył: 2009-01-28 Miasto: Ny Liczba postów: 1316 26 września 2021, 16:53 Tak i nie żałuję. Warto próbować. Zawsze w życiu wychodzę z założenia, że lepiej żałować, że się spróbowało niż żałować, że się nie spróbowało. :) Dołączył: 2014-06-25 Miasto: Warszawa Liczba postów: 26244 27 września 2021, 07:12 po 24 latach na etacie w jednej firmie biję się z takim samym dylematem :D Dołączył: 2018-02-02 Miasto: gdańsk Liczba postów: 1226 27 września 2021, 07:46 Tak, zmieniłam swoje życie zawodowe. Nie żałuję. Uważam, że warto próbować zmian jeśli coś nam w życiu nie odpowiada. Dołączył: 2007-02-06 Miasto: Liczba postów: 10556 27 września 2021, 13:33 po 24 latach na etacie w jednej firmie biję się z takim samym dylematem :D odwagi, u mnie po 20 latach przyszly zmiany zawodowe i ürywatne jednoczesnie, nie zaluje. Dołączył: 2014-06-25 Miasto: Warszawa Liczba postów: 26244 27 września 2021, 14:57 dziękuję Berchen :) mało kto żałuje, chociaż poczatki zawsze są ciezkie i dopada zwatpienie. Wszyscy w sumie mówią tak samo :D No właśnie. O ile stopni można zmienić poglądy, o ile stopni może zmienić się sytuacja itp.? O 180 stopni, jak chcą jedni, czy o 360 stopni, jak chcą inni? A może o 90 stopni, bo i taką wersję słyszałem? To zależy… Na pewno nie wszystkie wersje są dobre, ale po kolei. W świetle logiki Na pewno nie budzi wątpliwości wersja, że coś zmieniło się o 180 stopni. Oznacza to, że stan po zmianie jest przeciwieństwem stanu sprzed zmiany. Jest to logiczne, bo jeśli odwrócimy się o 180 stopni, to okaże się, że patrzymy w przeciwnym kierunku, np. na zachód zamiast na wschód, na północ zamiast na południe itp. Proste? Jeśli więc czyjeś poglądy zmieniły się o 180 stopni, znaczy to, że np. monarchista stał się anarchistą, kapitalista socjalistą, a słuchacz Radia Maryja z przekonania zapisał się do Ruchu Palikota. Zwracam tylko uwagę, że zmiana przynależności partyjnej nie musi wynikać ze zmiany poglądów, lecz ze zwykłego karierowiczostwa. Przykładów na to w Polsce nie brak… Jeśli natomiast zmieniło się o 180 stopni czyjeś życie, znaczy to, że nagle z ktoś z pucybuta stał się milionerem albo np. zdeklarowany mieszczuch osiedlił się w zabitej dechami wsi. Może też o 180 stopni zmienić się sytuacja np. w meczu (vide sławetny finał Ligi Mistrzów z 1999 roku, gdy Bayern Monachium prowadził z Manchesterem United 1:0 i już, już miał puchar, gdy nagle stracił 2 bramki i musiał obejść się smakiem), podczas bitwy i w wieku innych wypadkach. Zamiast powiedzieć, że coś zmieniło się o 180 stopni, możemy użyć równoznacznej konstrukcji: coś zmieniło się diametralnie — obie konstrukcje są poprawne i mają ten sam sens. Odsyłam przy okazji do artykułu, w którym zwracałem uwagę na kwestie poprawnego używania tego drugiego wyrażenia (patrz: Modne słowo: diametralny (diametralnie)). Stwierdzenie, że coś zmieniło się o 360 stopni, nie jest pozbawione sensu logicznego. Co prawda, obrót o 360 stopni powoduje powrót do punktu wyjścia, czyli niejako brak zmiany, ale po drodze jakieś istotne zmiany następowały. Można by tak powiedzieć, gdyby np. wspomniany wcześniej świeżo upieczony anarchista doszedł do wniosku, że nie dla niego ten bajzel i powrócił do monarchistycznych poglądów, a pucybut, który stał się bogaczem, roztrwonił majątek i wrócił do pierwotnego zajęcia, bo i tak zdarzyć się może. Kardynalnym błędem jest jednak mówienie, że oznacza ten zwrot zupełną zmianę czegoś. Nie. Zupełna zmiana to wspomniany wcześniej zwrot o 180 stopni. Wyrażenie, że coś zmieniło się o 90 stopni funkcjonuje dość rzadko, a jego użytkownicy uważają, iż oznacza on jakąś nagłą i poważną zmianę. Logicznie ma to pewien sens, ale… … logika to nie wszystko Są jeszcze przyzwyczajenia użytkowników języka, a przede wszystkim utarta frazeologia. Najbardziej rozpowszechniona i powszechnie rozumiana jest wersja, że coś zmieniło się o 180 stopni. Można powiedzieć, że to wyrażenia już sie sfrazeologizowało, a wszelki inne analogiczne będą z nim bardzo silnie kojarzone, co może utrudnić ich odczytanie. Wersja, w której mówi się o zmianie o 360 stopni, choć poprawna logicznie, nie jest rozpowszechniona i może być przez to dwuznacznie rozumiana, gdyż wielu niedouczonych użytkowników błędnie używa określenia 360 stopni na określenie zmiany na przeciwieństo. Coś im tam w łepetynach pozostawało, że stopni jest 360, więc myślą, że im więcej, tym lepiej. Niekoniecznie, jak widać… Jeśli mówiąc o zwrocie o 360 stopni, opiszemy zaistniałą sytuację i wskażemy fakt powrotu sytuacji do punktu wyjścia, można użyć tego wyrażenia dla ubarwienia wypowiedzi. Nie należy jednak liczyć, że bez nakreślenia sytuacji wyrażenie to będzie właściwie rozumiane. Może wywołać niepewność odbiorcy, który przyzwyczajony do mowy o 180 stopniach, może podejrzewać, że rozmówca się pomylił. Dlatego lepiej zachować ostrożność w stosowaniu tego wyrażenia. Wersja, w której coś zmienia się o 90 stopni, najpewniej nie zostanie najlepiej zrozumiana, dlatego lepiej jej w ogóle nie używać. Wniosek? Trzymajmy się utrwalonej frazeologii i wersji o 180 stopniach w jej poprawnym znaczeniu, a innych, nawet jeśli użyć ich chcemy świadomie i bez logicznego błędu, polecałbym raczej nie stosować. Wyjątek stanowi sytuacja, w której mówiąc o zwrocie o 360 stopni, podkreślimy, że sytuacja powróciła do punktu wyjścia. O zwrocie o 90 stopni radzę w ogóle zapomnieć. Przy okazji, trzymajmy się logiki i nie ośmieszajmy się wszechstronnymi brakami wiedzy, bo gdy ktoś mówi, że coś *zmieniło się o 180 procent (pomijając naturalnie sytuacje, w których faktycznie chodzi o procenty), to wiem, że mam do czynienia z kimś, kto — mówiąc oględnie — ma poważne luki w podstawowej wiedzy ogólnej… Share on Facebook Obrócony obraz w komputerze - jak naprawić? 14 listopada 2019 0 3 min read Obrócony obraz na ekranie laptopa lub komputera to z pewnością sytuacja niecodzienna, która może nas mocno zaskoczyć. To nie wirus, więc nie musisz się obawiać, ale miej świadomość, że takie zdarzenia mogą wystąpić i powody są co najmniej dwa. Jak obrócić ekran na komputerze o 90 i 180 stopni? Jeśli ekran obrócony jest o 90 lub 180 stopni to mamy dwa sygnały – złe parametry karty graficznej lub przypadkowo wciśnięta kombinacja klawiszy. W pierwszej kolejności warto zweryfikować najprostsze rozwiązanie, które może błyskawicznie przywrócić ekran do pierwotnego staniu. Należy przytrzymać więc klawisz ctrl, a następnie wcisnąć jedną ze strzałek na klawiaturze. Jeśli to nie zadziała, spróbujmy kombinację ctrl + alt + jedna ze strzałek na klawiaturze. Innym sposobem jest ustawienie rotacji ekranu w panelu sterowania. W tym celu należy kliknąć prawy przycisk myszy, wybrać pulpit, a następnie ustawienia. W kolejnym kroku wybierz opcję zaawansowane, znajdź zakładkę odpowiadającą karcie graficznej i wyszukaj nazwę rotacja/rotation/rotate. Ustaw stopnie obrotu ekranu na 0 i zatwierdź zmiany klikając zastosuj lub OK. Poziom obrazu można zmienić także w ustawieniach kraty graficznej. W tym kroku należy udać się do panelu sterowniczego grafiki i mediów, wybrać zakładkę właściwości grafiki, a następnie wyszukać hasło rotacja. Następnie należy wybrać prawidłowe ułożenie obrazu wybierając opcję przywróć do normalnego położenia. Trzeba jednak pamiętać, że zarówno wygląd menu jak i poszczególne nazwy, mogą różnić się od systemu operacyjnego oraz wersji, którą posiadamy na swoim komputerze. Mimo wszystko podane wyżej sposoby powinny pomóc w przywróceniu ekranu do normalnego położenia. Zobacz też: Najlepsze programy antywirusowe Jaki telefon do 1000 zł kupić? Co to jest kod QR? Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź 1 2011-04-28 16:53:19 zanetka Dobry Duszek Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-03-29 Posty: 113 Temat: Czy warto zmieniać swoje życie o 180 stopni ?Zawsze dążyłam do zmian. Kochałam je całym sercem i tak, jak sobie mówiłam, zawsze były na lepsze. Niosły ze sobą świeży powiew wiatru, moc energii, chęci do życia. Jedyne jest to, że wszystkie zmiany w moim życiu były nie aż tak niezmiernie wielkie. Zmieniłam państwo, uczelnię, mieszkanie, ludzi? Wiele, ale wszystko to było w ramach oficjalnego, racjonalnego programu: szkoła, uniwersytet, praca? Choć teraz widzę, że nie wszystko było aż tak sucho. Czasami potrzebowałam uciec od wiadomej przyszłości, czasami sprawdzić, czy miłość, za którą gnałam przez lata, była prawdziwa. Teraz, gdy widzę przed sobą uniwerek i jeszcze 4 lata studiów, dzień w dzień sypianie na wykładach i ćwiczeniach, oraz niewyspane noce przed egzaminami (wszystko się równoważy!), myślę, że się zmarnuję do ostatecznego. Nie mam chęci zostawać i czynić, to czego dalszą drogę już znam albo się zniechęcić do ostateczności i nie czynić nic. Jeszcze jedną opcją jest postawienie uniwersytetu na drugim planie i kombinowanie życia, tak, żeby uniwersytet dostosowywać do swoich codziennych zajęć, a nie zajęcia do uniwersytetu. Wiem, że wykształcenie jest ważne, ale nie czuję się szczęśliwa?Z drugiej strony drżę z podekscytowania, żeby tak wziąć rok przerwy, podróżować, pracować, zaangażować tam, gdzie chcę? To taka absolutna odpowiedzialność za swoje życie i wcale nie życie według planu. Czuję, że już podświadomie otrzymuję od tego zastrzyk energii, a myśl o kontynuowaniu tego, co mam, zniechęca. Doradźcie proszę jak podjąć właściwą decyzję i nie złamać się w trakcie jej realizowania? Czy ktoś ekstremalnie zmieniał swoje życie na 180 stopni? Jak się wam udało? Podzielcie się doświadczeniem. 2 Odpowiedź przez braksił 2011-04-30 08:00:24 braksił Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-04-25 Posty: 5 Odp: Czy warto zmieniać swoje życie o 180 stopni ? czasami warto zrobic sobie rok przerwy od studiów zastanowic sie czy dobrze je wybrałam czy to jest to, czy to ma sens co chce dalej robic rozejrzec sie za pracą, zobaczyc jaki jest rynek pracy, gdzies wyjechac spojrzec na wszystko z dystansu, zobaczyc życie jakim jest a nie siedziec w ławkach uniwersytetu,ja kiedys pędziłam szybko przez życie - bo czas leciał- i podjęłam wiele bardzo nietrafnych decyzji które ciagną sie za mną wiele lat, dlatego uwazam ze warto sobie zrobic przerwe aby zastanowic sie nad zmianami w zyciu,a ten jeden rok moze okazac sie kluczowy dla całego zyciaa studia to generalnie marnowanie czasu wiem to z perspektywy, a z pracą i tak jest ciężko więc łapać życie a nie życ marzeniami super życie bez studiów tez istnieje, jestem za jak najbardziej z Radykalnymi zmianami jeżeli cos nas w życiu uwiera i robić je jak najszybciej a nie jak będzie juz tylko musztarda po obiedzie 3 Odpowiedź przez zanetka 2011-04-30 16:35:59 zanetka Dobry Duszek Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-03-29 Posty: 113 Odp: Czy warto zmieniać swoje życie o 180 stopni ?Dziękuję Ci braksił za poparcie przekonałaś mnie, myślę, że to dobre wyjście, tak naprawdę to już wczoraj sama się zdecydowałam... Szczerze mówiąc myślę o wolontariacie w Ameryce Łacińskiej... TYlko jak to wytłumczyć spokojnie mamie..W ogóle ja mam tak, że wyjeżdżałam z domu, z Wilna z bardzo wielkimi kłótniami ze strony mamy. Nie chciała mego wyjzadu do warszawy, nie chciała studiów, a ni pracy dziennikarza... A gdy wtedy wspomniałam,że moćże pojadę na wolontariat do Ameryki Południowej, to w ogóle, w końcu się z tym i tak nie udało, powiedzieli, że mając 18-stkę to zbyt dużo odpowiedzialność... teraz mam 20-stkę, mam nadzieję, że sytuacja się zmieni...TYlko, żeby to tak racjonalnie, bez skandalów... no wiesz, rozumiem, że się ona martwi, ale ja jestem pewna, że mi to będzie służyć!A zresztą, może będzie lżej z tej perspektywy, że w tym roku już miałam wyjazd do Hiszpanii nawet z mało znanymi ludźmi (mama się też denerwowała), ale wszystko bardzo pozytywnie. Teraz też mieszkam sama.. już jest inaczej, w innym państwie. No i wiem, że mam tę odpowiedzialność za swoje życie, że muszę to zrobić dla siebie, bez względu na to co i kto o tym myśli, a jednocześnie mama jest dla mnie bardzo ważną osobą, nie chcę jej ranić i sprawiać, zeby się bardzo martwiła... Słowem, jak to zrobić, żeby i wilk nie był głodny i owca cała? 4 Odpowiedź przez braksił 2011-04-30 19:36:40 braksił Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-04-25 Posty: 5 Odp: Czy warto zmieniać swoje życie o 180 stopni ?mysle ze na mame nie powinnaś zbytnio patrzyć, wiadomo ze zawsze się denerwują, jak ty będziesz szczęsliwa to twoja mama bedzie milion razy szczęśliwsza patrząc na Ciebie, powiedz jej zeby Ci zaufała, że może liczyć na Twój rozsądek i żeby sie nie bała bo wiesz co robisz ale NIGDY nie rób nic ze względu na rodziców, bo rodzice cos sobie wymarzyli cos chcą...itd 5 Odpowiedź przez zanetka 2011-04-30 19:48:29 zanetka Dobry Duszek Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-03-29 Posty: 113 Odp: Czy warto zmieniać swoje życie o 180 stopni ?Dziękuję Ci braksił baardzo! Tak, też tak myślę, że rodzicom nie można popuskać, trzeba realizować swoje własne marzenia, a ich kochać i szanować To jedno drugiemu raczej nie przeszkadza... cóż, decyzja podjęta, zostało tylko znaleźć wolontariat,a później się cieszyć śmiechniętymi buziami południowych dzieci... dziękuję serdecznie jeszcze raz! ps. to nie koniec wątku! jakby ktoś chciał jeszcze dać swój komentarz, to bardzo zachęcam, a nawet gorąco proszę, ważne mi jest wasze zdanie, jak to widzicie... choć wiadomo i tak zrobię jak zechcę ale jednak, może ktoś mi podsunie inną myśl.. nigdy nie wiadomo) 6 Odpowiedź przez CupraFR 2011-05-02 16:39:06 CupraFR 100% Netkobieta Nieaktywny Zawód: kształcę się Zarejestrowany: 2009-06-08 Posty: 3,695 Wiek: 20 Odp: Czy warto zmieniać swoje życie o 180 stopni ? Jeśli ma to przynieść Tobie dużo korzyści, jesteś przynajmniej w 80% pewna, ze nie będziesz żałować i nie skrzywdzisz tym nikogo bliskiego, to czemu nie. Na pewno odżyjesz, odpoczniesz i nabierzesz większej energii do kształcenia się. Rodzice zawsze będą martwić się o swoje dzieci. Czy mają one 10, 15, 20 czy 40 lat. Tacy są rodzice. Wiadomo też, że tęsknią i boją się, ze nie dasz rady. Ale przypuszczam, że jesteś osobą odpowiedzialną, która poradzi sobie w sytuacjach wymagających dużo siły i odporności psychicznej. Także według mnie mogłabyś zaryzykować i spróbować poprawić sobie jakość życia. "...w grzywie wiatr, a w kopytach magia..."ZdolniachaNapaleniecSpryciarz Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź Nie znoszę tego irytującego poczucia, że wszystko zmieniło się o 360 stopni. I zastanawiam się, czy faktycznie wszyscy tak uparcie się mylą, robiąc pełny obrót tam, gdzie chcą podkreślić diametralną różnicę, czy podświadomie są bliżsi temu, co naprawdę myślą. No bo… Co się stanie, jak obrócisz kwadrat o 180 stopni? Czy ktokolwiek zerknąwszy mimochodem na kwadrat w stanie wyjściowym i spojrzawszy na niego ponownie, po tej “zmianie” zauważy jakąkolwiek różnicę? Spontanicznie wpadnie na to, co stało się z kwadratem? Fizyk, matematyk, inżynier… uczeń, który właśnie morduje się w szkole z układem współrzędnych może na to wpaść, ale nie dlatego, że zmiana jest tak drastyczna i ewidentna, a dlatego że z powodów niezwiązanych ani z poczynaniami osoby pytającej ani z transformacją kwadratu dostrzeże tam coś, co gości w jego myślach. Jeśli umieścimy kwadrat w układzie współrzędnych, to więcej osób wpadnie na to, co mogło się zmienić. Ale w dalszym ciągu… rysunek po prawej to tylko sugestia. Bez konkretnych danych, bez doprecyzowania, o co właściwie chodzi nikt nie stwierdzi z całą pewnością, czy: a) to dwa różne kwadraty, niezwiązane ze sobą w żaden sposób; b) czy są takich samych rozmiarów – bo na osiach nie ma skali; c) czy to ten sam kwadrat umieszczony w różnych miejscach; d) czy doszło do obrócenia o 180 stopni; e) czy może do odbicia w pionie i poziomie, f) a może przesunięcia. Każda z tych opcji może być prawidłowa – dysponując szczątkowymi informacjami możemy tylko zgadywać, albo wierzyć na słowo, że chodzi o “d”, nie “f” czy “c”. Matematycznie to moje pitolenie nie ma najmniejszego sensu. A egzystencjonalnie ma? Nawet przy założeniu, że coś może się “zmienić” o 180 stopni – które jest idiotyczne, bo przecież stopnie to miara kąta, ewentualnie temperatury… Nie chodzi o temperaturę, nie chodzi o zmianę nachylenia, ewidentnie chodzi o obrót, a obrót nie zmienia właściwości obiektu, tylko jego położenie. Obrócony o dowolną ilość stopni kwadrat będzie tym samym kwadratem. Jak przysiądziemy na dupie i będziemy od świtu to zmierzchu obserwować zmianę położenia Słońca o 180 stopni, to znikając za horyzontem Słońce nie będzie innym Słońcem niż było, kiedy pojawiało się na wschodzie. Nawet z przeproszeniem stopień rozwarcia nóg na skutek zapoznania wyjątkowo atrakcyjnego obiektu miłosnego nie może się zmienić o 180 stopni… no chyba, że u baletnic albo gimnastyczek – ale to już wygłupy. “Wiadomo o co chodzi” “Wiadomo”… Jak Ryszarda mówi, że Zdzisiek po przyłapaniu na zdradach zmienił się o 180 stopni, to bazując na tym, że już tysiąc razy słyszeliśmy to określenie, możemy z dużą dozą prawdopodobieństwa założyć, że Ryszardzie chodzi o to, że Rysiek już nie zdradza. Jednak… myślenie życzeniowe Ryszardy sobie, a fakt, że historii o rzekomo “już nie zdradzających” Ryśkach każdemu mogłyby dostarczyć inspiracji na baśnie tysiąca i jednej nocy sobie. Patrząc realistycznie – Ryszard najprawdopodobniej nadal zdradza, ale lepiej się z tym kryje, ewentualnie nie zdradza, bo ma problem ze znalezieniem partnerki, nie dlatego, że się zmienił. Patrząc analitycznie – jedyna zmiana o 180 stopni do jakiej mogłoby dojść, to jakby Ryszard przed przyłapaniem zdradzał leżąc na plecach, z twarzą zwróconą ku sufitowi, a po przyłapaniu kładł się na partnerce, twarzą do niej i z głową po przeciwnej stronie łóżka. Cóż. Właściwie to powiedzenie, o zmianie o 360 stopni całkiem mi się podoba. Przypomina mi się... ciężko powiedzieć co, bo niestety nie wiem, jak to się nazywa. Chyba nigdy nie wiedziałam, a w starciu z wyszukiwarką niestety poległam. Nie umiem tego znaleźć. Taki przyrząd do ćwiczeń, przypominający dwa trzepaki ustawione blisko siebie, mniej więcej na szerokość ludzkich ramion. Zasadniczo ćwiczenia na tym polegają zdaje się na tym, że człowiek łapie za te rurki, podnosi się cały na rękach i “idzie”, przenosząc ciężar ciała z jednej ręki na drugą, nie dotykając stopami ziemi. Przez jakiś czas mieszkałam blisko boiska sportowego, z boku którego były różne takie… – też nie wiem, jak to się nazywa. I wśród tych instalacji, których nie umiem nazwać, była między innymi też ta konkretna, której też nie umiem nazwać… :) Jako, że nikt mi nigdy nie pokazał, co się robi na tych trzepakach – i jako że i tak raczej nie byłabym w stanie wykonać tego ćwiczenia nawet, gdyby to zrobił – to łażąc tam i wspinając się po dostępnych rurkach, ograniczałam się do zahaczania się o nie nogami i zwisania głową w dół, ewentualnie po jednej nodze na jedną rurkę i “na leniwca”. Parę razy, w nie do końca jasnych dla mnie okolicznościach zdarzyło mi się, że mając już jedną nogę na przeciwległej rurze, zamiast odbić się od podłoża tą drugą i zahaczyć nią o rurkę, robiłam “COŚ DZIWNEGO”, i w stylu godnym rozplaskanej na asfalcie wiosną żaby robiłam pełne salto, po którym każdorazowo stałam tam, wpatrując się w “trzepaki” i próbując ustalić, co się właściwie stało i jak do tego doszło. Z marnym skutkiem. No i właśnie… to poczucie kompletnej konsternacji i dezorientacji związanej z nieoczekiwanym obrotem o 360 stopni zawsze wydawało mi się być stanem wartym uwiecznienia w jakimś fajnym porównaniu – którego nigdy nie znalazłam. Przecież nie mogę za każdym razem opowiadać historii o trzepakach, których nawet nie umiem nazwać – zwłaszcza, że to się trzeba naprawdę cholera mocno odbić, żeby przelecieć przez rurę, z której się zwisa i wybitnie nie kontaktować, żeby nie wiedzieć, że właśnie się to robi… więc to chyba za słaby punkt odniesienia, żeby próbować wycisnąć z niego porównanie, dzięki któremu ktokolwiek zrozumiałby lepiej, o co mi chodzi. Ale to koniec końców jedyne w miarę sensowne skojarzenie ze “zmianą o 360 stopni”: niby stoję jak stałam chwilę wcześniej, ale z lekka mnie mdli i nie rozumiem, co się właściwie stało. Zmiana o 180° to nic drastycznego – ot, wcześniej leżałam na plecach, wstałam i położyłam się na brzuchu. Świat nie zawirował. Nie wiem, skąd się wzięło przekonanie, że “zmiana” o 180 stopni jest równoznaczna z jakąkolwiek zmianą. Gdyby chodziło o temperaturę: o tak, zmiana o 180 stopni, czyli np. z 25 na 205 istotnie byłaby drastyczna, bo każda forma życia drastycznie szybko zmieniłaby się w popiół, albo bryłkę lodu – ale przecież nie chodzi o temperaturę. O co w ogóle chodzi z tymi obrotami? Gdzie jest jakikolwiek sens i logika? Cała wielka zmiana sprowadza się do tego, że jak Kazia leży na kanapie twarzą do ściany, to nie widzi telewizora, ale jak obróci się o 180°, to może spokojnie obejrzeć serial? No fakt, jak była tyłem do ekranu to nie mogła tego zrobić, ale żeby porównanie z Kazią, telewizorem i “zmianą” było adekwatne, do tego, co zwykle chce się nim przekazać, to Kazia musiałaby przesiadywać przed telewizorem całymi dniami, a potem porzucić to zajęcie na rzecz jazdy na rowerze. O wiele bardziej prawdopodobnym jest, że jak pokażemy komuś: a) zdjęcie Kazi, leżącej na kanapie twarzą do ściany, b) zdjęcie Kazi leżącej na kanapie twarzą do ekranu oraz c) zdjęcie Kazi, zasuwającej na rowerze wiejską ścieżką, a następnie poprosimy, by wybrał z nich dwa, najlepiej ilustrujące “zmianę o 180 stopni”, to wybierze jedno zdjęcie na kanapie i zestawi ją z fotą na rowerze, ale nie zwróci uwagi na to, że Kazia na kanapie obróciła się o 180°. Jeśli zaś chodzi o nieszczęsną zmianę o 360°… no fakt, jeśli poprosisz kogoś o wyjście z pokoju, obrócisz trzymany pionowo w dłoni długopis o 360 stopni, zawołasz go z powrotem i zapytasz, co się zmieniło, to postuka się w czoło, albo siłą sugestii zacznie się doszukiwać jakichś niezaszłych zmian. Ale jak obrócisz trzymany w dłoni kubek z kawą o 360°w pionie, to dość trudno będzie wyjaśnić osobie, która właśnie weszła z powrotem do pokoju, że “obracanie czegoś o 360°” niczego nie zmienia. Bardziej niż to o ile liczy się to, CO obracasz, GDZIE obracasz, JAK to obracasz, względem czego zachodzi ten obrót – niż to o ile. Długopis obrócony o 3600° względem dowolnej płaszczyzny, punktu może zmienić mniej niż obrócenie pełnego kubka z kawą o marne 45°. Zdaję sobie sprawę z tego, że w dużym – nomen omen – stopniu cały ten wpis to bełkot o niczym. Ot: frazeologia nie zawsze jest logiczna, a dzielenie włosa na czworo… no cóż: niektórzy mają skłonność do rozdwojonych końcówek: albo potem łażą z łamliwą szopą na głowie (i ględzą o niczym), albo regularnie podcinają (żeby nie mieć powodów do ględzenia). Po prostu pomyślałam o tym, że to ciekawe. Naiwne poza granice przyzwoitości, ale ciekawe. Człowiek nie patrzący na język przez pryzmat poprawności i nie do końca zaznajomiony z umownym źródłem i znaczeniem związków frazeologicznych chce coś powiedzieć… coś mu dzwoni, nie wie w którym kościele, ale chce poinformować o diametralnej zmianie, pamięta, że pełny kąt ma 360°, więc dochodzi do wniosku, że skoro coś zmieniło się na max, to powołanie się na to 360-stopniowe maksimum najlepiej odda sytuację. W tym momencie często jego błąd zostaje zauważony i wytknięty – ej, nie mówi się o zmianie o 360 stopni, tylko o 180, 360 to pełny obrót! Swoją drogą… jeśli przyjmiemy, że do zbioru należą wszystkie punkty znajdujące się w promieniu kąta, to różnica między kątem 0 stopni, a 360 stopni będzie istotna, ogromna, zauważalna i faktycznie bliższa przeciwieństwu niż jakiekolwiek obroty: w promieniu kąta 0 stopni nie znajdzie się nic, a w promieniu kąta 360 stopni cała płaszczyzna, wszystkie punkty. Ale przecież nie o to chodzi, chodzi o nieszczęsny obrót, który wszystko zmienia… Trudno przekonać “ignoranta”, że jest w błędzie, skoro cała logika tego porównania sprowadza się do tego, że ktoś kiedyś uparł się na określanie diametralnej zmiany w ten sposób, forma się przyjęła, ale cała “poprawność” tego określenia sprowadza się do tego, że ludzie określają to mianem “zmiany o 180°, w związku z czym w rzadziej pojawiającym się porównaniu do 360° powinno chodzić o zamieszanie, które nic nie zmieniło. Wiem, że trudno, bo właśnie zauważyłam, jak kurczowo chcę się trzymać swoich “wyobrażeń na temat”, niezgodnych z rzeczywistością. W jednym z poprzednich wpisów wspomniałam o tapetach (Kiedy darmowy serwis staje się płatny, czyli mara o Zbyszku i jabłkach) i nagle zrozumiałam, skąd ludzie biorą 360°. Powiedzenie o braniu czegoś na tapet nie miało dla mnie najmniejszego sensu, bo nigdy nie słyszałam (a przynajmniej nie zarejestrowałam ani nie zrozumiałam – jeśli jednak gdzieś się pojawiło) o czymś takim jak tapet. Odmienia się tak samo jak “tapeta” – a że jedno jest stołem, przy którym zasiada się do obrad, a drugie sprzedawaną w rolkach papierową ozdobą do oblepiania ścian… któż duma nad takimi rzeczami, skoro nawet nie wie, że jest nad czym? Zdarzyło mi się dumać nad tym, czy powiedzenie o “braniu kogoś na muszkę” ma jakiś związek z muszkietem (nazwa “muszka” w odniesieniu do celownika broni palnej istnieje i ma się dobrze, ale nie udało mi się ustalić, czy ma związek z “muszkietem” (dawną bronią palną), a jeśli tak, to czy “muszka” jest pomiotem “muszkietu” czy oba określenia mają jakieś wspólne źródło). Słownik etymologiczny istnieje, jest nawet (dość skąpa) wersja online —–> – ale zwykle jak już coś zaintryguje mnie do tego stopnia, że mam ochotę zrozumieć to lepiej, to znajduję na ten temat wielkie nic. Ha! Właśnie mi się przypomniało, że kiedyś znalazłam bloga dziewczyny, która pisała o okolicach swojego miasta (Warszawa? Gdańsk? – chyba jedno z nich, choć wspomnienie jest tak niewyraźne, że równie dobrze mogło chodzić o Legnicę) i miała tam całą masę bardzo ciekawych wpisów – poczynając od wyjaśnień, skąd wzięły się nazwy dzielnic, aż po określenia, które musiały wymagać naprawdę konkretnego kopania w książkach. Oczywiście dodałam go sobie do zakładek i wydaje mi się, że przez jakiś czas tam wracałam, ale… kiedy to było? gdzie go dodałam? jak się nazywał? NIC nie pamiętam, kompletnie NIC, co mogłoby pomóc mi go znaleźć. Mam nadzieję, że jeszcze istnieje… bo właśnie sobie (zapewne po kilku ładnych latach) przypomniałam, że był bardzo fajny. A parę lat wcześniej poznałam gościa, który lubił wspomnieć o tym, że pracuje nad swoim “dziełem życia”, którym było wyjaśnienie skąd się wzięły nazwy miejscowości i różnych miejsc w tych miejscowościach – zaczął od miejsca w którym się urodził i podobno z czasem rozszerzał tą mapę o kolejne, ale za żadne skarby nie chciał pokazać jak to wygląda, póki praca była nieukończona. Ciekawe, czy ją skończył. Najjaskrawiej pamiętam, że spojrzałam na mapę, znalazłam jakąś super dziwaczną nazwę wioski i zapytałam, czy już wie skąd się wzięła – przebąknął coś, że najprawdopodobniej od nazwiska niegdysiejszego właściciela majątku w tamtej okolicy – no to zapytałam skąd komuś mogło się wziąć tak dziwne nazwisko. Albo zbiłam go z tropu, albo wkurzyłam… w każdym razie to był koniec dyskusji o jego pasjach. Wracając do tapetów i tapet… Nie wiedząc o istnieniu czegoś takiego jak tapet nie tylko zamieniłam go sobie na tapetę, ale i zwizualizowałam: Brać coś “na tapetę”… tapety przykleja się na ścianach… więc biorę coś i przyczepiam to NA tapetę, żeby lepiej się temu przyjrzeć, może dołożyć tam parę innych informacji, odejść parę kroków, przyjrzeć się temu lepiej, przeanalizować… raz jeszcze zastanowić, czy coś z czymś ma jakiś związek i co z tego wynika… Nie myliłam się jakoś drastycznie co do sensu – wydumałam sobie, że można coś wziąć na tą tapetę i przyjrzeć się temu wspólnie, żeby to ewentualnie przedyskutować, może nawet urządzić jakąś burzę mózgów, ale uznawałam to za kwestię drugorzędną (pierwszą to, że coś podsumowuję, organizuję i analizuję, niekoniecznie z czyimś udziałem), podczas gdy w prawdziwym związku frazeologicznym dyskusja na temat i zaangażowanie większej (niż jedna) ilości osób jest warunkiem koniecznym. No… nic nie stoi na przeszkodzie, żebym “wzięła na tapetę” i poprzylepiała sobie na ścianie dziesięć list z rzeczami potrzebnymi w podróży i samodzielnie przeanalizowała, co będzie mi potrzebne w czasie weekendowego wyjazdu do Ciechocinka, ale gdybym powiedziała, że we wtorek wzięłam na tapet kwestię tego, gdzie warto pojechać na weekend i palnęła to w towarzystwie osoby, która rozumie ten związek frazeologiczny i zna prawidłową formę, mogłabym się znaleźć w obliczu konieczności udzielenia odpowiedzi na pytanie “a z kim? / w jakim towarzystwie?“… no i wyszłoby na to, że przysiadłam i rozprawiałam na ten temat we własnym towarzystwie. Suma summarum – Świat mi się nadkruszył, bo nagle okazało się, że to określenie jest zupełnie nieadekwatne do części sytuacji w jakich miałam ochotę/zwyczaj go używać (najprawdopodobniej w sposób kompletnie niezauważalny dla nikogo poza mną). Ale jaki to ma związek z dywagacjami wokół 180 i 360°? Bardzo, bardzo, BARDZO luźny – tyle muszę przyznać. Ale po pierwsze: już wiem, skąd u ludzi taka konsternacja. A po drugie… Natknąwszy się po raz kolejny na 360° z poprawką na 180 pomyślałam, że to całkiem zabawne… Bo częściej niż rzadziej wygląda to tak, że: Ktoś chce podkreślić drastyczną zmianę, jaka zaszła np. w stosunku Zdziśka do Ryszardy: chce powiedzieć, że kiedyś ją okłamywał, zdradzał i miał gdzieś jej uczucia, ale po przyłapaniu przestraszył się, że ją straci i bardzo się zmienił, milszy jest, częściej jest w domu, kwiaty przynosi – mówi więc o zmianie o 360°. Ktoś inny słysząc to poprawia i mówi – ej, nie 360 tylko 180°! Przy 360° wszystko jest nadal tak, jak było. Pierwszy ktoś przyznaje pierwszemu rację – no tak, w takim razie Zdzisiek zmienił się o 180°. Gadanie gadaniem, mija trochę czasu i okazuje się, że Rysiek wcale się nie zmienił – przez chwilę był milszy; siedział w domu, żeby uśpić czujność; przynosił Ryszardzie kwiaty, żeby się ucieszyła i uciszyła, ale jak zdradzał wcześniej, tak zdradzał nadal, kłamał nadal, wciąż miał ją gdzieś i dbał tylko o to, by jemu było wygodnie. Częściej niż rzadziej – bo tego określenia używa się zwykle wtedy, kiedy zmiana jest diametralna, ale nie dotyczy rzeczy, w których naturze naturze leżą drastyczne zmiany – rzadko mówi się o pogodzie w górach, która “zmieniła się o 180 czy 360°” (z miłego ciepełka w lodowatą nawałnicę), bo cechą charakterystyczną górskiej pogody są właśnie takie nagłe zmiany. Mówi się o tym, by podkreślić zmianę, która nas dziwi – albo sama w sobie: samym faktem, że w ogóle do niej doszło, albo dziwi nas szybkie tempo w jakiej do niej doszło… ktoś zmienił się o 180°… ktoś zmienił poglądy o 180°… czyjeś zachowanie zmieniło się o 180°… A zasadniczo ani ludzie, ani ich poglądy, ani zachowania nie zmieniają się w swoje całkowite przeciwieństwo. Albo udają zmianę… albo tylko nam się wydaje, że doszło do jakichkolwiek zmian… albo wcale nie znaliśmy tego człowieka, jego poglądów czy charakteru tak dobrze, jak nam się wydawało. W tym kontekście pomyłka z 360 stopniami może być nieoczekiwanie adekwatnym określeniem. Co, jeśli to wcale nie jest ani głupie ani bezsensowne, tylko przewrotne? Pierdyknęłam tak absurdalnie obszerny elaborat na ten temat, bo przeszło mi przez głowę, że może właśnie tak miało być? Może osoba, która to wymyśliła, i rzuciła w eter wcale nie szukała nowego określenia na “drastyczne zmiany”, a stworzyła pojęcie, które już z samego założenia miało znaczyć “nielogiczne, złudne, fałszywe wrażenie drastycznej zmiany, do której tak naprawdę wcale nie doszło”? W takim kontekście chyba dobrze byłoby znaleźć jakieś adekwatne, polskie określenie dla “prankster mastermind”. Borze, już naprawdę straciłam wiarę w to, że kiedykolwiek dojdę do końca tej myśli… ależ niespodzianka! Jednak tu jestem. Ciekawe, czy to możliwe z innymi tematami. Jeśli tak, to może nawet warto walnąć kilka razy coś rozmiarów “Władcy Pierścieni” – raczej nikt przez to nie przebrnie, ale uczucie fajne teraz, aż strach pomyśleć cóż za ekstaza czekałaby na mnie wtedy :P Moja córka o imieniu Julia, obecnie ma 8lat i zmaga się z mutyzmem wybiórczym odkąd pamiętam. Niestety zaczęłam być świadomym rodzicem dopiero, gdy Julia miała skończone 6 lat. Julia poszła do kl‘’0’’ do szkoły, gdyż wówczas uważałam, że zmiana będzie dla niej lepsza. Dużo dzieci odchodziło z przedszkola do szkół, a mając córkę lękową chciałam, aby już w ‘’0’’ mogła zintegrować się z grupą dzieci, z którą byłam przekonana, że przejdzie do klasy I. Oczywiście moja wiedze wówczas była na poziomie 0, choć problem widziałam i zaczęłam swoją przygodę z psychologami. Tak, dobrze przeczytaliście – liczba mnoga, gdyż chodziłam od psychologa do psychoterapeuty szukając odpowiedzi na nurtujące mnie pytanie ’’dlaczego moja córka nie rozmawia z osobami dorosłymi?” To było istne szaleństwo różnych terapii od zabawy w piasku po biofeedbecka… Mimo licznych zajęć nawet grupowych z dziećmi nieśmiałymi, czy teatr dla dzieci jąkających się i z mutyzmem wybiórczym efektów brak. W kl ‘’0’’ córka z dziećmi świetnie funkcjonowała, a wychowawczyni odpowiadała na pytania. Wówczas faktycznie przez moment uważałam, że może sobie coś uroiłam, jak twierdziła pewna pani psycholog – to ja mam zbyt duże wymagania i aspiracje wobec mojego dziecka. Koniec kl. ‘’0’’ przeczytałam z mężem artykuł, gdzie idealnie opis przedstawionego zaburzenia pasował do mojej córki- Hasło ‘’Mutyzm wybiórczy’’ wreszcie dało mi odpowiedź, co dolega mojej córce. Pojechałam na pierwsze szkolenie z logopedą i postanowiłam również zacząć działać w szkole. W szkole okazało się, że aby Julia została w tej placówce musi przejść egzaminy sprawnościowe. Julia zdała egzaminy do klasy z gimnastyką artystyczną, jako jedna z 3ki dzieci ze swojej 0ki. Reszta musiała odejść. To był szok – znowu zmiana dzieci, jedynie wychowawczyni została ta sama, co mnie trochę uspokoiło. Uzgodniłam z Wychowawczynią, że pod koniec wakacji spotkamy się kilka razy, aby Julia łatwiej wróciła po wakacjach do szkoły. W temacie MW nadal raczkowałam i starałam się moją wiedzę przekazać wychowawczyni. Odbyło się kilka spotkań, gdzie robiłyśmy drabinę. Teraz wiem, że było tam wiele błędów, ale wówczas wydawało mi się, że jakoś to idzie. Oczywiście po wakacjach zaczął się lęk speracyjny, każde odprowadzenie dziecka kończyło się potokiem łez. Od wychowawczyni, którą zapisałam na webinary do Ani Strzeleckiej (znalazłam grupę Internecie) usłyszałam, że nam pomoże, jak będę miała jakiś papier, nie może tak po prostu pomagać mojej córce. Do tego Julia w szkole miała 10 godzin treningów gimnastyki artystycznej z Panią, która była dla mnie ‘’PSYCHICZNĄ TERRORYSTKĄ’’ i ciągle się na te dzieci ‘’darła’’. Zupełny brak zrozumienia, totalny ‘’Beton’’. Na pewno znacie takie typy… Zrozpaczona widząc moje dziecko płaczące codziennie poszłam do Poradni z opinią od wychowawczyni i zaczęłam walkę o kształcenie specjalne, chodź usłyszałam, że nie mam na to szans. Spotkałam się z Przewodniczącą Komisji przedstawiłam swój punkt widzenia- miała przed sobą obraz matki zrozpaczonej, poszukującej pomocy dla swojego dziecka. Złożyłam wszelkie dokumenty i się udało. Dostałam KS na pierwszy rok. Niestety zalecenia dostałam tak ogólne, że złożyłam odwołanie do samych zaleceń. Znowu spotkanie z Przewodniczącą Komisji w Poradni i dokładne wypisanie na piśmie, czego oczekuje. Wygrałam! Szczęśliwa pobiegłam do szkoły złożyć dokument i czekałam podekscytowana na spotkanie z nauczycielami w celu stworzenia IPET-u. Spotkanie zwołane na – stawiła się pedagog, wychowawczyni, trenerka i ja. Usłyszałam wiele słów, ogólnie, że córka sobie bardzo dobrze radzi, pedagog nie ma czasu na takie bzdury, że są dzieci bardziej zaburzone, że jest jeszcze 24 inne dzieci w klasie i że może powinnam córkę zabrać do szkoły specjalnej…. Wyszłam, a raczej wybiegłam ze spotkania zalewając się łzami. Oczywiście IPET, jaki łaskawie wychowawczyni napisała zawierał zajęcia kompensacyjne i spotkanie z psychologiem z poradni raz na dwa tygodnie. W tym czasie zaczęłam już pracować w terenie z córką, zaczęłam też zapraszać dzieci z klasy. Zorganizowałam urodziny, halloween, gdzie zapraszaliśmy dzieciaki. Córka zaczęła sobie ‘’radzić’’. Na te okoliczności, co miało dziecko zrobić. Z dziećmi zaczęła się integrować, rano przestała płakać, a i treningi przestały być problem. Pomyślałam wówczas, może jakoś się to ułoży. Rok szkolny dobiegał końca, od wychowawczyni słyszałam, że Julka świetnie funkcjonuje: odpowiada na forum, czyta, trenuje. Teraz, jak na to patrzę to stała się żołnierzykiem, który wykonywał zadania. Bo jakie miała inne wyjście. Ja cały czas pracowałam w terenie, dzieci zapraszałam, do tego słyszałam, że jest świetnie – to uwierzyłam w tą bajkę. Wychowawczyni ogólnie mnie uspakajała, ale i unikała. Na wszelkie pomysły nawet założenie zeszytu korespondencyjnego usłyszałam, ze jak będzie coś się dziać to mi sama da znać. Przyszły wakacje- praca w -terenie i liczne sukcesy. Rozpoczął się kolejny rok szkolny- klasa II. O KS nie złożyłam, bo przecież szkoła i tak zaleceń nierealizowała. I jakie było moje zdziwienie (świadczące o mojej głupocie), że historia się powtórzyła- codzienny płacz Julii, że nie chce iść do szkoły. Codzienne histerie przed szkołą i po szkole. Teraz zamiast 10godzin moje dziecko miało 14godzin treningu. Moje dziecko wychodziło o wracało przed Horror trwał…Coraz bardziej zaczęłam myśleć o zmianie szkoły. Zaczęłam do tej decyzji dojrzewać. Wówczas byłam już po szkoleniu u Maggie Johnson, miałam książkę ‘’Mutyzm wybiórczy. Kompedium Wiedzy’’, należałam do Fundacji, byłam na webinarach u Ani Strzeleckiej i wiedziałam, że albo biorę sprawy w swoje ręce, albo moje dziecko za parę lat wyląduje w szpitalu psychiatrycznym lub zwyczajnie coś sobie zrobi. Apogeum było, gdy pewnego dnia pojechaliśmy na halę sportową, gdzie córka w poniedziałki zaczynała treningi, a Julia przed wejściem złożyła ręce, jak do modlitwy i powiedziała ‘’proszę zmień mi szkołę’’. Zapytałam, a co z koleżankami, wszystko będzie nowe…A Julia mamo ok, damy radę. Zabrałam córkę do domu, a sama pojechałam prosto do szkoły, gdzie miałam informację od innej mamy, że w niej realizują KS, kadra przeszła szkolenie i Jej synowi z mutyzmem wybiórczym pomagają. Stanęłam przed Dyrektorem, jako walcząca matka i powiedziałam, że jest moją ostatnią deską ratunku, że wiem, że są wspaniałą szkołą, która jest w stanie pomóc mojemu dziecku, które nie ma już więcej siły być ‘’żołnierzykiem’’. Jakie było Jego zdziwienie, że z małej, znanej szkoły sportowej, elitarnej, gdzie są tylko po dwie klasy chcę przenieść córkę do wielkiej szkoły, gdzie jest z każdego rocznika po 7klas. Usłyszałam od Dyrektora najmądrzejszą odpowiedź, jaką mogłam tylko sobie wyobrazić. Powiedział, że nie może mi nic obiecać, ale porozmawia z kadrą i zapyta, który nauczyciel jest w stanie podjąć się pracy z moją córką i zrobi to chętnie. Umówiliśmy się, że da mi znać do końca tygodnia. Już po dwóch dniach miałam telefon, abym przyjechała porozmawiać z wychowawczynią, która ma w klasie chłopca z MW, która chce poznać moje oczekiwania. Poznałam ciepłą, osobę, która powiedziała wprost, że spróbuje. Ja obiecałam, że będę ją wspierać. Córka już od poniedziałku była w nowej szkole. Oczywiście teraz już wiedziałam krok po kroku, co mam robić. Najpierw byliśmy obejrzeć szkołę. Pierwszego dnia byłam z nią w klasie i prowadziłam zabawy integracyjne. Drugi dzień byłam pod klasą i tak kolejne trzy dni. Rozmawiałam w nauczycielami, byłam z córką najpierw sama na basenie szkolnym, później już z klasą. Córka od roku chodziła na basen dodatkowy, dlatego świetnie sobie poradziła i nie odbiegała od rówieśników. Złożyłam dokumenty o KS, bez problemu dostałam na kolejne dwa lata. Zaczęłam pracę z koordynatorem, opracowaliśmy plan pracy z Julią. Zapraszałam nowe koleżanki do domu, pracowałam w terenie. Obecnie zaczął się marzec, a koordynator prowadzi generalizację. Córka zgłasza się na lekcjach, bawi się z większością dzieci, chodzi na świetlice, na tańce dodatkowe w szkole z koleżankami i rano jest uśmiech, a nie łzy. Każdy problem rozwiązujemy na bieżąco, bo wychowawczyni nie traktuje mnie, jak intruza tylko, jak współpracownika i przewodnika. Skutek zmiany szkoły to szczęśliwe dziecko! Była to NAJLEPSZA DECYZJA W MOIM ŻYCIU! Żałuje każdego dnia straconego, każdej wylanej łzy mojego dziecka i tego że łudziłam się, że jakoś to będzie, że Julia sobie radzi… Ona cierpiała, a ja na to patrzyłam ze swojego tchórzostwa przed zmianą… Magdalena Kobalczyk, mama Julia 8lat z MW

jak się zmienić o 180 stopni