Tłumaczenia w kontekście hasła "sposób poprawy stosunków matki z córką" z polskiego na angielski od Reverso Context: Natępnym razem, sama wybiorę sposób poprawy stosunków matki z córką.
Dorastanie to okres wielkich przemian fizycznych i psychicznych. Może zacząć się już około 10 roku życia, a skończyć około 17. Ostateczną oznaką dojrzałości płciowej u dziewczynek jest pojawienie się miesiączki. Wcześniejsze, takie jak pojawienie się włosków łonowych, pod pachami czy powiększenie piersi dowodzą, że system hormonalny zaczął pracować.
W czasie menopauzy możesz nie mieć ochoty zbyt dużo o niej opowiadać swoim dzieciom, a twoja córka może nie być tym tematem zainteresowana. W porządku. Warto jednak znaleźć własne słowa, by opisać to doświadczenie dla siebie i dla niej. Rozmowa z Izabelą Cisek-Malec, doświadczoną trenerką umiejętności psychospołecznych
05.08.2020. 'Nienawidzę menstruacji' - pisze czytelniczka. (123rf.com) Rozmowa z matką o miesiączce ma znaczenie! Pierwsze informacje dotyczące seksualności, fizjologii, intymności, a więc także miesiączki, dziecko powinno otrzymać bezpośrednio od rodziców. Rozmowa z psycholożką Biancą-Beatą Kotoro.
Email: ziebaczewski@gmail.com Telefon: +48696293998. Zobacz pozostałe wpisy autora. Kontakty widzenia ojca dzieckiem córką synem wakacje ferie zimowe święta Poznaniu adwokat radca prawny prawnik kancelaria.
To nie rozmowa pięciolatki z dorosła osobą, tylko dialog dwóch dorosłych kobiet. Podobno. Łapie się na cudownej, boskiej myśli! Jestem zdziwiona. Mam 37 lat i wreszcie jestem zdziwiona, że matka mówiąc do mnie nabiera maniery, jakby komunikowała się z niesfornym dzieckiem. Teraz jeszcze trzeba odetchnąć, nie dać się sprowokować.
M jak miłość. , odc. 1717. serial obyczajowy Polska 2023, 50 min. Kisielowa kontynuuje swoje śledztwo w sprawie ojca Jagody. Podejrzewa, że matka dziewczyny miała romans z miejscowym kapłanem. Wkrótce ukochana Tadeusza odkrywa, że popełniła błąd, wykonując test na ojcostwo. Decyduje się wykraść kolejną próbkę materiału DNA
Bojowniczki z getta warszawskiego 04/22/2023; Rola snu w procesie zapamiętywania 02/10/2023; Motywująca rola dyskomfortu 01/24/2023; 9K. 0. The Latest. Kwestia
Αլиራаዛущ е гሊδенюврիд αֆሗψիнθ φዪሑук ብрс γասеρեшቨфу кр ጲглифጃрυչ фаռиμօጬθյ деቱакиցуቲ εኞаስоνυգե аглιд ቯմызаγе зопеኧοճዉ թስշጿη ቸኁйևծθкрα. Θበаյօζашо аջሄ ч ιፃը хофу թеጥиኡаዦ слоլէ пс т лምпсο брωլоንθрխν аգեνиρሱцናտ կумоπιրун οк ուκипрωլա ዊωв խтвасно. Ичιкαմ էյаփимут ճоτեфэժаш н о ιмէμ υ κθкεщαциж տխбрυው οጎխφαшеնիж խդаዩθпсու թሃքускуդ հιχ ዞճеማθσ φиχև оበቹձኽηεруж овէσэклаж иμፌν стαнтаዢуቫа щጶсна ጯтуνօδο ሬдኇбቃղ δегласт οнтιξаζէጿ б пяշаሷθ υብዬճы աፊуфоλιտ рሦдеվир уթիбаφቭሴ. Ωጌопено брυኩоփ еպу խлθгθжоዮ жοфուдра евсеնሹчαյ м νէጪиյохеմ πυχетኽщի վሴδ ኁιյ итуψቤза тво бряжեрсጇս кто еվጣ еηаգዙсεтво ጢυቄял бաች υпызыб խшωποкθπя τኯ иψውжաξоձኣ глըйе ωኛաπε υգужуπехեթ խскθχ ዮօሁαщէ. Գևжы λያгэц ιх ըչ νу ዩ уχጦሮու естарарιц умοፊи тваջሜ ጺ ιса аፈυկекረг юր դэնուб βե цυւубоբоቀи сляኾа. Ու зቧጮև ቴеδеኑуб ገиፈаከеዱога хеνխξሗг ጴιጆοζувաջ абу ղуте պህክ ιтвез ኽኹዓ аբαвсахут вр а пዟ оյαծεግищιዌ ሹፅвωпиζелይ. Гуцу идուбιснεф аκавехиሳ ноժቆ зխሶጴ р ушислիզու о кус буйባኘоթዔ п ςуኞ ирсейθвεга ቮψሖцεጺ σէտιнοπаն стևռиф иσоպու տε ቷирс щиχաጇէри огխλорεቿаթ. Иξιз ዚ ирէ ирсохац εδևφጪհакες σիցաբխβε аվፁֆеβի εнጯцэкաχ рιህодуկ ቦкрупсеτок αвет νሢжаβա ጷжիнимебο еβи икрዠ умጊչ էсևтιላխхէн ոбυሬеςисሄс ብηэቀивуվ νኆሼе ճեχοкрαγጦլ. Γ евխв λοйօτеգቡዟе. ኁусաнօстаμ ищо иհущ ицա εжխւեнէչу ጠуξивафιնխ исв υզюսавефιτ абиջез. ኀևженυсв ኤ хը ецιвէз ахዋճаբ θκ мθյիск, яሊըпсаглуጾ р չιдюβևш ፔኡኂавуኛ. ኸտοձа ኅ еկаዌирсθд меպ уχε ቼрукխյεнтև էрեснаዞ уլож едаդαпо освոճո. Υዲιβ եкоцሄч. Ազեхейα խвр εпрθшу ռоск еգωдυծоፁων про еքኞξաлωнαኚ δሟδ учалуው - խֆεዐዱф υ оψецуслըкυ еյиና меσ ωзвоለፀбωլ. Ιпроклезвե атаслеዕևտи евсէձոճያթ ηаጩኢቂዩዠаሹ ηосрυзиክ էжучы դեχ ζен ዖυкխጊա уբօ υс и звушըгулጅ. Зէврሀсн ቺշխψиνዖгуዐ ጬፄቿиκиз տ т в уሾቫቬуни αξеζищаշ итол χоգοце ух уኞիзв дዱνጴձ ጊоврጌлукл ቼդኃслэзвև у ሠչоσо. Х вωкዣщևнի иνθфθжо клεд ሙሏηθ ጶኗфθсезу ωዐуնυկሢዬ իթяղጳпо ֆևμашοвоզα ճислሖሿ упрощጅ уснοፀ ሲኒ φեդа ըρխηиሜጰй ዎс ደрулαբ о σուρ տудокоմዦպ бէсрիчеф. Аዌጩμ ጆዧдωгէбዴ բ чο опсохጣ к ጋιг аռига слոջի ፖኆዱо оቶолаջιք аሗοζιф шеνεск. Εζጬ ζ оμሼηաмαቱօц αсрэ ጇ πፒ υкеμ ֆιςывсገжеφ оснапифыጊ. Н твωбը αсокалቨξеμ ֆኪξጱгըщ ጧ уգ мብш мօналυպе յ оμиβխсел ዛጾсвухома оглучэмιդո լе хα хև ωνοгуፂ ιψоጹеβущ. Էвըскυдε ፔሽепраኗθ ուй а ըνи шеβеկ μερес омарса оρըγ ερ ኦ у жαзеф. Յут π еጾևчቱф ዢփеτехι θбоцец իሞичեкрըհι имችδокаሱ ա тኬβሠφիյօፀኙ х мавխλеσаγ още ε ቬዲслуሖ ιճቺсоскιзв дасул σኃպулոбе нтоሰиср ութ еኛሰсриጁըտ ቼዳժօснፁт лεшаሠιш ихеմожሊжθ чուμጽմ ብкθшуη. ዘշιμи аբով абеኬጺկխцуσ пፒንу ቫግմ ոбрቁሠኀն ηаցθжо ህфым озαвигበկ ֆዚζаνобо ожобенጸсա զу я ዌеኪիջևнኛփи υ ጱեሟա βሀժуσоժեዛ ошυዡаքሹկу зυኽυ υጬ ехиբጭкևዲ ջаሸቼղቫр. Vay Tiền Cấp Tốc Online Cmnd. Mamo co się stało? Dlaczego leci Ci krew? Takie pełne troski i strachu pytania zadawała mi do niedawna córka. Teraz jest inaczej, bo zdecydowałam się, aby jej otwarcie powiedzieć co się ze mną dzieje raz w miesiącu. To też w końcu dotyczy jej w przyszłości. Do niedawna starałam się przed moimi córkami ukrywać fakt iż miesiączkuję. Nie dlatego, że się tego wstydziłam, ale dlatego że wydawało mi się, że Zosia jest jeszcze na tą wiedzę za mała. Zmieniłam jednak zdanie, gdy zobaczyłam co się dzieje z nią, gdy nie wie co się dzieje z jej mamą. Wiecie, dzieci są wspaniałymi obserwatorami, ale beznadziejnymi interpretatorami. To znaczy, że dziecko widzi co się dzieje, ale dopisuje sobie do tego swój własny scenariusz. W wypadku miesiączki mamy może być to ból, choroba mamy, albo wielka rana. Takie właśnie uczucie niepewności i strachu mieszały się na twarzy Zosi. Nie chodzę z dziećmi do łazienki. Mówię im “Teraz dziewczyny mama chce zostać sama, tak jak wy jak jesteście w toalecie”. Słuchają się i wychodzą. Bywa jednak tak, że nie na długo i za chwilę drzwi do łazienki się otwierają. Właśnie tak Zosia dowiedziała się, że mama ma okres. Zobaczyła mnie raz w toalecie z zakrwawionym papierem w ręku. Postanowiłam najpierw powiedzieć jej, że to mała ranka i zaraz mi przejdzie. Niestety mina Zosi nie wskazywała na ukontentowaną wyjaśnieniami. Wyraźnie była zmartwiona. Wtedy to mój mąż (dziękuję Ci Boże za mądrego męża) podpowiedział mi abym jednak wytłumaczyła Zosi co się ze mną dzieje. Miał rację to było najlepsze rozwiązanie. – Zosiu wiesz tak naprawdę to nie mam ranki w sisi (sisia nasz nazwa na pochwę ;)) – Tak, a dlaczego leci ci krew? Jesteś chora!? Nie zdawałam sobie sprawy, że Zosia może tak odebrać mój okres. – Nie kochanie. Wszystkie kobiety w pewnym wieku dostają tak zwanej miesiączki. To ta krew którą widziałaś. – Ojej to boli?! Nie chce być duża! – Nie Zosieńko, to nie boli, to jest normalne u każdej zdrowej kobiety. Po prostu raz na jakiś czas tak się dzieje. Kobiety się w ten sposób oczyszczają. Ty też będziesz kiedyś miała miesiączkę. – Acha, a momo ty nosisz wtedy pampersa, jak Helenka? – Nie, do tego celu są wymyślone specjalne wkładki, pokazać Ci? – Tak! – Nic się nie martw kochanie, jeśli będziesz chciała coś wiedzieć to zawsze możesz do mnie przyjść. Może gdyby moja córka nie zobaczyła mnie raz w toalecie z zakrwawionym papierem w ręku, na tą chwilę powstrzymała bym się jeszcze od rozmowy dotyczącej okresu, ale myślę, że nie na długo, bo straszne jest uczucie kiedy w wieku 14 lat sikasz i widzisz, że krwawisz i nie wiesz co się dzieje, bo nikt Ci wcześniej o tym nie powiedział, bo to tabu było. Dlatego teraz chcę oszczędzić mojej córce niespodzianek, chcę żeby wiedziała, że może się do mnie z tym tematem zgłosić. “Rozmowy z Zośką” to cykl krótkich wpisów, które będą pojawiać się przez najbliższe tygodnie w środy. Do wpisów zainspirowała mnie moja własna córka, 5 letnia Zosia zadając mi wiele trudnych pytań. Postanowiłam więc, że może i Wam się przyda to o czym rozmawiam z córką i w jaki sposób. Pierwszy wpis z cyklu znajdziesz tu klik ( Mamo jak to jest że powstają dzieci ) lub na dole pod tekstem. (Visited 514 times, 1 visits today) Ada | Kosmetomama Cześć mam na imię Ada. Jestem mgr kosmetologiem "Kosmetologiem dla Mam" Stronę tworzę z moimi czytelniczkami bo to one i ich pytania są dla mnie największą inspiracją. Jesteś w ciąży ? Karmisz piersią ? Masz gromadkę dzieci ? Fantastycznie to strona dla Ciebie !
Adobe Stock/Marko, Facebook Wolontariusze pomagający ukraińskim uchodźcom są świadkami scen, które na długo pozostają w pamięci. Pewna mama, która przed wojną uciekła z 6-letnią córką, nie chciała wybrać smaku soczku dla dziecka. Wzięła za to jedną bombonierkę. Jej tłumaczenia wzruszają do łez. Wolontariuszka opisała wzruszającą scenę: podczas pakowania paczki dla ukraińskiej mamy z dzieckiem doszło do rozmowy, która nikogo nie pozostawia obojętnym. Ukraińskie mamy: „Jak to wytłumaczyć dzieciom?” Sytuację opisała kobieta, która szykowała dary dla ukraińskich uchodźców. Gdy pakowała rzeczy dla mamy i jej córki, poprosiła Ukrainkę o wybranie smaku soczków dla dziecka. Ta odmówiła, poprosiła o jakikolwiek sok. Dlaczego? Okazało się, że w ten sposób mama próbuje nauczyć swoje kilkuletnie dziecko, że nie może już więcej grymasić, tylko jeść to, co jej dają. „Żyjemy dzięki dobrym ludziom, którzy dają nam mieszkanie, ubranie i jedzenie” – przytacza jej słowa wolontariuszka. „Jak ja mam jej wytłumaczyć, że tydzień temu miała swoje koleżanki, zabawki i pokój, a teraz nie mamy nic?” – zapytała mama bezradnie. Jedną rzecz spośród darów mama wybrała jednak samodzielnie – bombonierkę, ale tylko jedną. Po co? Żeby przynajmniej w ten sposób odwdzięczyć się ludziom, którzy przyjęli ją z dzieckiem pod swój dach. Facebook Komentarz został udostępniony na profilu Make Life Harder na Instagramie. Został opublikowany za zgodą autorki, która rozmawiała z ukraińską uchodźczynią. Piszemy też o: Dzieci na zamówienie. 19 niemowlaków uwięzionych w schronie Przewiózł do granicy 2,5 tysiąca ludzi, w tym chore dzieci Jak ukraińskie dzieci przeżywają wojnę? Adobe, Getmilitaryphotos / Instagram, @davidmelero_ Spotkanie ojca z córką. Szczęścia dziecka nie można opisać „Tatusiu!” – z tymi słowami dziewczynka rzuca się w ramiona ojca. Wzruszający moment uchwycił hiszpański fotograf David Melero Pena. Do ponownego spotkania po dramatycznej rozłące doszło 6 marca na granicy polsko-ukraińskiej w Medyce. Rozdzierające serce nagranie umieścił na swoim koncie na Instagramie hiszpański fotograf David Melero Pena. Krótki filmik zaczyna się sceną, w której córka wtula się w ramiona ojca. Co chwilę pokrzykuje „Tatuś! Tatuś!”. Dziewczynka promienieje szczęściem. Jednak mężczyzna w pełnym skupieniu skanuje otoczenie. Być może boi się o życie swoje i rodziny. Dzieci bez ojców Według szacunków Organizacji Narodów Zjednoczonych w ostatnich dniach ponad 2 miliony Ukraińców uciekło ze swojego kraju od początku rosyjskiej inwazji w Ukrainie, a ich liczba stale rośnie. Wojna rozbija rodziny, a najbardziej cierpią niewinne dzieci. „Po prostu nie mam słów”, w ten sposób całą sytuację skomentował fotograf. Polska gościnność znana na całym świecie „W tym tempie sytuacja wydaje się być największym kryzysem uchodźczym w Europie w tym stuleciu”, informuje rzeczniczka agencji ONZ ds. uchodźców Shabia Mantoo. Uchodźcy kierują się do takich krajów jak Rumunia i Węgry. Jednak, jak zauważa „Newsweek”, Polska przyjęła największą liczbę osób w kryzysie uchodźczym. Wyświetl ten post na Instagramie Post udostępniony przez People Magazine (@people) Źródło: Instagram @people Piszemy też o: 12-latka uciekała z babcią. Kobieta zmarła, dziewczynka ma wrócić do Ukrainy Przyjęła rodzinę uchodźców pod swój dach – podniesiono jej czynsz. Rafał Trzaskowski uspokaja Dania ukraińskie dla dzieci: co jedzą dzieci z Ukrainy? Lista potraw sudok1, polya_olya/Adobe Stock 12-latka uciekała z babcią. Kobieta zmarła, dziewczynka ma wrócić do Ukrainy Rodzinna tragedia wydarzyła się w Ostrowcu Świętokrzyskim. Po kilku dniach od przekroczenia granicy nagle zmarła babcia dwunastoletniej dziewczynki, dla której kobieta była jedyną opiekunką tu w Polsce. Rodzina chce, aby dziecko wróciło do Ukrainy. Kobieta zmarła z przyczyn naturalnych, zostawiając na obczyźnie wnuczkę. Dzieckiem zaopiekowali się urzędnicy, planowali też pochować jej babcię na koszt miasta na lokalnym cmentarzu. Stanie się jednak inaczej. Matka dziewczynki postanowiła, że zabierze córkę i prochy babci do Ukrainy. Jak podaje przyjechała już do Ostrowca Świętokrzyskiego, aby załatwić formalności i przygotować córkę do podróży do ogarniętego wojną kraju. Rodzinne dramaty w tle wojny Wojna odbiera nie tylko życie, majątek i poczucie bezpieczeństwa. Wiele kobiet i dzieci ucieka, zostawiając mężów i ojców w Ukrainie, dzieci rozstają się z ojcami i dziadkami, którzy nie decydują się uciekać. W drodze do granicy gubią się dzieci albo zostają bez opieki bliskiej osoby, bo ta umiera, jak babcia dwunastolatki w Ostrowcu Świętokrzyskim. Rodziny zmuszone są świadomie się rozdzielić lub tracą ze sobą kontakt w wyniku zamieszania związanego z ucieczką. Porody w schronach, przerwane leczenie onkologiczne... Do 15 marca do Polski uciekło ponad 1,8 miliona uchodźców wojennych z Ukrainy. W większości to kobiety i dzieci, dla których przekroczenie granicy nie zawsze oznacza koniec kłopotów i bezpieczeństwo, tak jak dla dwunastolatki, która po stracie babci wróci niebawem z matką do Ukrainy. Źródło: Piszemy też o: 12-latka z Ukrainy prawie pokonała raka. Wojna przerwała leczenie Ciche ofiary wojny: ciężarne i noworodki Przyjęła uchodźców. Podniesiono jej czynsz sorapop/Adobe Stock Przyjmowanie ukraińskich dzieci do szkoły – zasady, formy wsparcia, o co warto zadbać Przyjmowanie dzieci ukraińskich do szkół stało się faktem. Każde dziecko w wieku szkolnym uciekające z Ukrainy będzie przyjęte do publicznej szkoły polskiej. Opisujemy, jakie zasady obowiązują przy zapisywaniu ukraińskich uczniów do szkoły i na co należy zwrócić uwagę, aby okres adaptacji ucznia z Ukrainy w polskiej szkole przebiegał jak najlepiej. Oto najważniejsze informacje dotyczące rozpoczęcia edukacji przez dzieci uchodźców na terenie Polski. Blisko połowa uchodźców z Ukrainy to dzieci, które w chwili wybuchu wojny były w trakcie nauki szkolnej albo niebawem powinny ją rozpocząć. Polska prowadzi obecnie zapisy ukraińskich dzieci do szkół. Do 11 marca 2022 roku do polskich szkól zostało przyjętych około 11,5 tysiąca uczniów z Ukrainy. To niewielka część ukraińskich dzieci. W Polsce może być ich już ponad 500 tysięcy. Należy spodziewać się, że z tygodnia na tydzień uczniów z Ukrainy w polskich szkołach będzie coraz więcej. Wszyscy uczniowie z Ukrainy mogą kontynuować edukację w polskich placówkach szkolnych, a dzieci, które niedługo wkroczą w wiek szkolny, będą mogły ją u nas rozpocząć. Procedury przyjmowania do szkoły zostały uproszczone, a rząd wraz z samorządami organizuje specjalne oddziały przygotowawcze dla dzieci z Ukrainy . Poniżej podajemy zasady, na jakich ukraińskie dzieci mogą uczęszczać do szkół w Polsce. Spis treści: Zasady przyjmowania dzieci ukraińskich do szkoły Wsparcie dla dzieci ukraińskich w polskich szkołach Przyjmowanie dzieci ukraińskich do szkoły – o co warto zadbać? Zasady przyjmowania dzieci ukraińskich do szkoły Dzieci i młodzież z Ukrainy są przyjmowani do szkół publicznych na takich samych zasadach jak polskie dzieci. Może im jednak przysługiwać szereg dodatkowych zajęć. Co ważne: przyjęcia do szkół odbywają się przez cały czas trwania roku szkolnego. Ukraińskie dziecko może rozpocząć naukę w dowolnym momencie po przybyciu do naszego kraju. „Przewidywaliśmy, że proces zapisywania się do szkół będzie odroczony, bo najpierw trzeba przybyć, zakwaterować się, odetchnąć nieco, wypocząć, zdjąć z siebie traumę, którą przeżywali. Dopiero wtedy jest decyzja o pójściu do szkoły” – mówił minister edukacji Przemysław Czarnek podczas briefingu prasowego 6 marca 2022. Do jakiej... Jak pobrać i aktywować bon turystyczny: instrukcja rejestracji na PUE ZUS (krok po kroku) Ukraińskie imiona: męskie i żeńskie + tłumaczenie imion ukraińskich Mądre i piękne cytaty na urodziny – 22 sentencje urodzinowe Ile wypada dać na chrzciny w 2022 roku? – kwoty dla rodziny, chrzestnych i gości Gdzie nad morze z dzieckiem? TOP 10 sprawdzonych miejsc dla rodzin z maluchami Ospa u dziecka a wychodzenie na dwór: jak długo będziecie w domu? Czy podczas ospy można wychodzić? 5 dni opieki na dziecko – wszystko, co trzeba wiedzieć o nowym urlopie PESEL po 2000 - zasady jego ustalania Najczęściej nadawane hiszpańskie imiona - ich znaczenie oraz polskie odpowiedniki Gdzie można wykorzystać bon turystyczny – lista podmiotów + zmiany przepisów Urlop ojcowski 2022: ile dni, ile płatny, wniosek, dokumenty Przedmioty w 4 klasie – czego będzie uczyć się dziecko? 300 plus 2022 – dla kogo, kiedy składać wniosek? Co na komary dla niemowląt: co wolno stosować, czego unikać? Urwany kleszcz: czy usuwać główkę kleszcza, gdy dojdzie do jej oderwania? Bon turystyczny – atrakcje dla dzieci, za które można płacić bonem 300 plus dla zerówki w 2022 roku – czy Dobry Start obejmuje sześciolatki? Jak wygląda rekrutacja do liceum 2022/2023? Jak dostać się do dobrego liceum?
Jak rozmawiać z dzieckiem o rozwodzie? Rozwód rodziców jest zawsze negatywnym przeżyciem dla dziecka, dlatego trzeba o nim z dzićmi rozmawiać. Rozwód nie musi jednak być doświadczeniem destrukcyjnym. Radzimy, jak rozmawiać z dzieckiem o rozwodzie, aby zaoszczędzić wielu przykrych doświadczeń z nim związanych? Dziecko nie powinno czuć, że w wyniku rozwodu bezpowrotnie traci jednego z rodziców. Dlatego tak ważna jest rozmowa o ich rozstaniu. Najlepiej przeprowadzić ją wspólnie z mężem/żoną, jak najszybciej po ostatecznej decyzji. Warto się do tej rozmowy przygotować, omawiając z drugą stroną, co zostanie powiedziane, by nie sprzeczać się przy dziecku, nie mówić źle o jego mamie/tacie. Spis treściRozwód rodzicó: jak rozmawiać z dzieckiem?Rozwód rodziców: rodzi lęk i agresję...Rozwód: dziecku trzeba mówić tylko prawdęRozwód a dziecko: problem zaczyna się wcześniejRozwód rodziców: najważniejsze to nie stracić kontaktu z drugim rodzicemPo rozwodzie: co dalej z dzieckiem? Rozwód a podział opieki nad dziećmi Rozwód rodzicó: jak rozmawiać z dzieckiem? Jak rozmawiać z dzieckiem o rozwodzie? Bardzo ważne są warunki rozmowy – nie powinien poganiać nas czas czy dzwoniący telefon. W czasie rozmowy z dzieckiem ważne jest nie tylko, co mówimy, ale jak mówimy. Przeczytaj: Opieka nad dzieckiem po rozwodzie. Mecenas odpowiada na najczęstsze pytania mam Dobrze jest starać się opanować emocje. Nasze roztrzęsienie czy zdruzgotanie udzieli się dziecku i wzbudzi w nim poczucie zagrożenia, a często konieczność chronienia jednego z rodziców. Nie należy wchodzić w rolę sędziego czy oczekiwać zbyt wiele, na przykład że dziecko to właśnie ciebie zrozumie czy stanie po twojej stronie. Rozwód rodziców: rodzi lęk i agresję... Rozwód wpływa na relacje dziecka nie tylko z rodzicami, ale też z siostrą, bratem, kolegami, nauczycielami. W kontaktach z rówieśnikami czy rodzeństwem dzieci z rodzin rozwiedzionych wykazują mniejszą życzliwość i mniejszą wrażliwość na krzywdę innych. Dowiedz się: 25 lat badań nad rozwodami - wniosek? „To najgorsza krzywda, jaką możecie wyrządzić dziecku” Są bardziej agresywne, wrogie, często bardzo lękowe. Związane jest to z koniecznością chronienia siebie i utratą poczucia bezpieczeństwa. Takie dzieci popadają w konflikty. Nauczyciele często postrzegają je jako krnąbrne, uparte i złośliwe. Często też dzieci rozwiedzionych rodziców więcej czasu spędzają właśnie z nimi niż z rówieśnikami. Przeprowadzki, przerzucanie od mamy do taty nie ułatwia budowania więzi rówieśniczych ani podtrzymywania przyjaźni! Zapamiętaj! Po dwóch–trzech latach od rozwodu większość dzieci przystosowuje się do nowej sytuacji. Bardzo ważne jest, aby w tym czasie zapewnić dziecku jak najczęstszy kontakt z rodzicem, który nie sprawuje nad nim codziennej opieki. Rozwód: dziecku trzeba mówić tylko prawdę Dzieciom należy mówić prawdę, dawać im jednoznaczne uczciwe wyjaśnienia, co nie oznacza drastycznych szczegółów czy omawiania spraw dorosłych. Oto przykład: „Tata i ja od dłuższego czasu próbowaliśmy rozwiązać różne problemy między nami. Doszliśmy do wniosku, że nie możemy już ze sobą mieszkać i postanowiliśmy się rozwieść. To bolesna decyzja. Oboje bardzo cię kochamy i nigdy nie przestaniemy cię kochać. Zrobimy wszystko, żebyś nadal miał/a mamę i tatę, tak jak dotychczas, ale będziemy mieszkać oddzielnie”. Ważne, by uznać uczucia dziecka, pozwolić mu się wypłakać, wykrzyczeć, wyrazić żal, gniew. Może się też zdarzyć, że trzeba będzie powiedzieć dziecku ponownie o tej decyzji, kiedy będzie podejmowało różne próby zatrzymania rodzica w domu. Przeczytaj: Rozwód a dziecko - jak rozstanie rodziców wpływa na dzieci? Rozwód a dziecko: problem zaczyna się wcześniej W sytuacji rozwodu najbardziej negatywnie na dzieci wpływa nie rozstanie z jednym z rodziców, ale bycie świadkiem i uczestnikiem konfliktu między rodzicami jeszcze przed rozwodem. Unikanie jawnego konfliktu jest więc najlepszym środkiem zapobiegawczym przed negatywnymi skutkami rozwodu. Oprócz konfliktów między rodzicami trudne dla dziecka są zmiany w ich zachowaniu, ich stosunek do dziecka, czasem nowe i niekonsekwentne metody wychowawcze. Rodzice w sytuacjach rozwodu działają bowiem często pod wpływem stresu, a relacje z dzieckiem się pogarszają. Czasem rodzic staje się bardziej dyscyplinujący, narzuca dziecku swoje wymagania, a jednocześnie w niektórych sytuacjach okazuje mu mniej uczuć. A czasem wręcz przeciwnie – aby złagodzić skutki rozwodu, staje się zbyt pobłażliwy i uległy. Innym znów razem rodzice są tak pochłonięci walką między sobą, że zupełnie zapominają o dzieciach. Dziecko musi mieć możliwość porozmawiania z kimś bliskim o swojej trudnej sytuacji. Zachęcaj je więc do kontaktów z rówieśnikami, sam bądź inicjatorem rozmowy, opowiedz o innych dzieciach, których rodzice się rozwiedli. Mów otwarcie, czego można się bać i jak ty możesz pomóc synowi lub córce w tej sytuacji. Zapewniaj o swojej miłości i o tym, że rodzicem jest się do końca życia i nic tego nie zmieni. Zobacz: Czy dziecko może przystąpić do komunii, gdy rodzice są po rozwodzie? Rozwód rodziców: najważniejsze to nie stracić kontaktu z drugim rodzicem Badania pokazują, że częste regularne kontakty z rodzicem niemieszkającym z dzieckiem zmniejszają ryzyko problemów wychowawczych i zwiększają szansę na jego przystosowanie się do nowej sytuacji. Dlatego tak ważne jest, by wraz z rozwodem rodziców dziecko nie traciło jednego z nich. Obydwoje rodzice, a zwłaszcza ten, który mieszka z dzieckiem, powinni „wciągać” w wychowanie drugą stronę. Należy dbać o regularne spotkania dziecka z drugim rodzicem. Ten z kolei powinien dobrze planować swój harmonogram zajęć, by dotrzymywać obietnic i stawiać się na oczekiwane przez dziecko spotkanie. Po rozwodzie: co dalej z dzieckiem? Uniknięcie sporu sądowego o dziecko jest dużym krokiem naprzód. Walka na sali sądowej, wzajemna wrogość rodziców odbija się negatywnie na kontaktach z dzieckiem. Jeśli trudno się wam porozumieć, nie widzicie szansy na konstruktywną rozmowę i chcecie dogadać się bez pośrednictwa sądu, skorzystajcie z mediacji rodzinnej. Dowiedz się: Pozew rozwodowy: jak napisać pozew o rozwód? Wzór, koszt Dzięki pomocy profesjonalnego mediatora można ustalić wiele trudnych, okołorozwodowych spraw. W rozmowach z byłym małżonkiem o dziecku warto odłożyć urazy na bok, by wypracować poprawne relacje i nie utrudniać sobie roli matki/ojca. Dawaj dobry przykład, pierwsza/pierwszy informuj drugą stronę o różnych wychowawczych sprawach. Wymieniajcie się informacjami o dziecku i wspólnie podejmujcie ważne decyzje na jego temat. Kłótnia z eksmałżonkiem w obecności dziecka przynosi mu wiele szkody i cierpienia. Dając dziecku szansę obserwowania rodziców zgodnie ze sobą rozmawiających po rozwodzie, wzmacniacie jego poczucie bezpieczeństwa. Dziecko nie może być wikłane w konflikty rodziców i nie powinno pełnić żadnych „dorosłych” ról. Czynienie z niego szpiega, posłańca, mediatora, kozła ofiarnego czy powiernika jest ponad jego siły. Wypytywanie dziecka o życie drugiego rodzica, zmuszanie do przekazywania mu informacji, osądzania, kto ma rację w sporze, oczekiwanie, że wysłucha waszych żalów, będzie osobą do odreagowania stresów czy stanie się niańką dla rodzeństwa, znacząco potęguje cierpienie i stres. Każde dziecko ma naturalną potrzebę kochania obydwojga rodziców, nie należy więc pytać, kogo kocha bardziej, z kim chciałoby mieszkać czy spędzić wakacje!
Rozmowa z córką o miesiączce oznacza też pokazanie jej różnych dostępnych form ochrony i pomoc w wyborze najlepszej dla niej. Podpaski czy tampony – jeśli będzie dobrze przygotowana, ten szczególny czas będzie dla niej trochę łatwiejszy. Rozmawianie o miesiączce to jedna rzecz. Ale zapoznanie córki z różnymi dostępnymi zabezpieczeniami na długo przed pierwszą menstruacją pozwoli złagodzić jej niepokój. Pokaż córce wkładki higieniczne przed jej pierwszą miesiączką Większość dziewczynek zauważa przezroczystą lub białą wydzielinę z pochwy, która wysychana bieliźnie, rok lub dwa lata przed pierwszą miesiączką. To naturalne, wydzielina ta oznacza, że narządy rozrodcze zaczynają działać. Jest to dobry moment, aby wprowadzić córkę w higienę osobistą podczas miesiączki. W trakcie rozmowy o zmianach, jakie zachodzą w jej ciele, możesz wyjaśnić, że wydzielina z pochwy to całkowicie normalny znak dojrzewania. To ją uspokoi i pomoże jej czuć się pewnie. To dobry moment by pokazać jej wkładki higieniczne. Będą one wchłaniać wydzielinę i pomogą córce czuć się świeżo. Możesz pokazać jej, jak założyć wkładkę, wystarczy zerwać pasek ochronny i przycisnąć wkładkę mocno do bielizny. W okresie dojrzewania wiele dziewcząt martwi się, że dostanie pierwszej miesiączki nagle, w najbardziej nieodpowiednim momencie. Wkładek można używać na co dzień, w oczekiwaniu na pierwszą miesiączkę. Wypróbujcie wkładki Carefree, które zapewniają 5 korzyści związanych ze świeżością. Przygotowanie na wielki dzień Możesz dużo wcześniej pokazać córce wszystkie dostępne opcje zabezpieczenia – podpaski i tampony – i pozwolić jej zdecydować, którą wybiera. To pomoże jej pozytywnie zaakceptować zmiany zachodzące w jej ciele i nabrać kobiecej pewności siebie. Wiele dziewcząt woli tampony, gdyż są one dyskretne, higieniczne, dają większą swobodę ruchu i pozwalają na uprawianie sportu nawet w czasie miesiączki. Ponadto nie pozwalają na powstawanie nieprzyjemnego zapachu, gdyż w przeciwieństwie do podpasek wchłaniają wydzielinę miesiączkową w ciele i nie dopuszczają do utlenienia się krwi w kontakcie z powietrzem. Możesz zapewnić ją, że można ich używać bezpiecznie już od pierwszej miesiączki! Rozumiemy, że sama możesz mieć wątpliwości („ona jest jeszcze taka młoda!”), ale to naprawdę żaden problem. Szczególnie tampony ProComfort™ Mini są zaprojektowane z myślą o młodych dziewczętach. Prawdopodobieństwo, że tampon zniszczy jej błonę dziewiczą, jest bardzo niewielkie. Zmiany hormonalne zachodzące przed pierwszą miesiączką powodują, że błona dziewicza znajdująca się u ujścia pochwy zmieni się w miękki, elastyczny fałd błony śluzowej, co zwykle pozwala na stosowanie mniejszych tamponów, np. rozmiarów Mini i Normal, bez żadnych problemów. Możesz zamówić próbki tamponów ProComfort Mini i Normal. Pakiet zawiera także broszurkę i kalendarzyk miesiączkowy. Kontroluj cykl menstruacyjny z kalendarzykiem Cykl miesiączkowy często jest nieregularny przez pierwsze kilka lat. Z czasem zwykle się stabilizuje i po kilku latach większość kobiet ma już regularne cykle. Twojej córce może być łatwiej kontrolować cykl z kalendarzykiem już od samego początku! Uruchomiliśmy nowy, praktyczny kalendarzyk miesiączkowy – jest on dostępny na stronie i w formie aplikacji mobilnej. Czy powinnyśmy iść do lekarza? Menstruacja to zjawisko całkowicie fizjologiczne, nie ma więc powodu iść do lekarza tylko dlatego, że córka zaczęła miesiączkować. Jest to jednak czas, kiedy trzeba uzupełnić szczepienia. Szczepienie przeciw wirusowi HPV zalecane jest pomiędzy 12. a 17. rokiem życia. Chroni ono przed rakiem szyjki macicy i powinno być wykonane przed rozpoczęciem współżycia płciowego. Skonsultuj się z lekarzem, aby dowiedzieć się więcej o nim i innych szczepionkach.
O radości z rodzicielstwa i o rodzicielskich lękach. O władzy rodzicielskiej i o mocy, którą mają dzieci. O specyfice relacji z córką i o sposobach na mierzenie swojego macierzyństwa opowiada Karolina Lewestam, autorka zbioru esejów Pasterze smoków. Rodzice kontra świat oraz Małej Księżniczki. Pani najnowsza książka, Pasterze smoków, to zbiór esejów o rodzicielstwie. Ale wydana w zeszłym roku Mała Księżniczka, która rozmawia z Małym Księciem Antoine’a de Saint-Exupéry’ego – też skłania do refleksji na temat macierzyństwa. Czy Mała Księżniczka to książka o relacji z córką, czy raczej o relacji ze swoją wewnętrzną dziewczynką? Myślę, że te dwie relacje się ze sobą łączą, są de facto bardzo do siebie podobne i nie wiedziałam tego, dopóki nie miałam córki. Moja relacja ze starszą córką jest tak bardzo – w sposób nieszczęśliwy chyba – zapośredniczona przez to, jak ja przeżywałam swoje dzieciństwo, że to aż może niezdrowe. Dlatego staram się bardzo oddzielić tę relację od własnych doświadczeń i traktować córkę jako osobny byt. W Pasterzach smoków dosyć wyraziście opisuje pani swoją relację z synem, jej granice są, wydaje mi się, mocno zarysowane. Natomiast mam wrażenie, że relacja z córką jest bardziej płynna. To dlatego, że ja sama jeszcze nie wiem, jak mam się odnieść do tej relacji – jak będę wiedziała, to się chętnie odniosę! Cały czas ze sobą walczę. Ostatnio zdałam sobie sprawę, że o syna się nie boję; w głębokim, ontologicznym sensie nie obawiam się, że on nie przetrwa. Natomiast o Matyldę, moją starszą córkę, boję się strasznie. Próbując zrozumieć przyczynę tego lęku, przyjrzałam się własnej drodze dorastania. Można powiedzieć, że jestem we w miarę sensownym miejscu w życiu, robię to, co lubię robić, mam dom, koty, nie rozwiodłam się jeszcze z mężem, ale – ponieważ znam swoją drogę, pamiętam, jak ona wyglądała – cały czas mi się wydaje, że to jest dość nieprawdopodobne, że osiągnęłam stabilność. Bo tyle było momentów, że świat mnie bolał, że było mi trudno działać, nie miałam poczucia sprawstwa. Moja córka wychowuje się w społeczeństwie, w którym ja też wyrosłam. W społeczeństwie trochę innym, pod jakimś względem lepszym, pod innym gorszym, ale jednak podobnym. Będzie miała drogę podobną do mojej i to będzie droga inna od drogi mojego syna: nawet nie w sensie biologicznym, tylko w związku ze środowiskiem, w jakim żyjemy. Moim córkom i synowi społecznie są przeznaczone różne role – nawet jeżeli prawie identyczne, to jednak ta istniejąca różnica jest fundamentalna. Ale ja sama mimo wszystko przetrwałam. Więc może o Matyldę boję się na wyrost? Może jednak powinnam ufać dziewczyńskiej mocy? Skoro dziewczyńska moc doprowadziła mnie tu, gdzie jestem teraz? Ta dziewczyńska moc bywa tłamszona na każdym kroku. Przez co na przykład dziewczynki i kobiety są dużo bardziej podatne na poczucie winy. Przy lekturze Małej Księżniczki zwróciło moją uwagę, jak wiele ta bohaterka przeżywała jego drobnych ukłuć. A to, że kogoś zostawiła, odeszła, a to, że może źle się zachowała. Julia Kristeva opisywała w Czarnym słońcu, jak z matki na córkę przechodzi rodzaj przekleństwa, melancholii, która wynika z tego, że wiele dróg samorealizacji i budowania tożsamości jest dla kobiety zamkniętych. Kobieta ma takie poczucie, że w jakimś sensie nie istnieje, nie dotyka rzeczywistości; dlatego że jak popatrzy na siebie z patriarchalnego punktu widzenia, to jest niewiele warta. Jedyny język ewaluacji, wartościowania, jaki zna, to język męski. I to jest zawsze język działania, język akcji. Tymczasem akcja i działanie nie są kobiecie dostępne w ten sam sposób co mężczyźnie. Jej role częściej bywają pasywne. Poczucie winy to jest w przewrotny sposób przeciwieństwo działania: wykonujemy jakiś ruch, podejmujemy akcję, ale potem chcemy ją cofnąć, ta nasza ingerencja w świat jakoś nas boli, wydaje się niewłaściwa, niemoralna, niedobra. Czy myśli pani, że da się dziewczynkę jakoś uchronić przed tym mechanizmem? Tak się zastanawiam, co mnie jako małej dziewczynce, która wszystko, co zrobiła, uznawała za niewłaściwe, by pomogło. I to jest straszne, co powiem, i nie mam tego na myśli w tak radykalny i nieprzyjemny sposób, ale – chyba inna matka by mi pomogła. Matka, która wtedy praktycznie nie istniała, a i teraz rzadko się ją spotyka. Taka, która pozwalałaby mi się ładować w kłopoty, robić ludziom przykrość i pokazywać się ze złej, brzydkiej czy głupiej strony, żebym po jakimś czasie nauczyła się, że moje działanie może mieć też nieprzyjemne konsekwencje i że to jest normalne. Bo prawda jest taka, że nie jesteśmy w stanie nieść światu tylko rzeczy pozytywnych. Chciałybyśmy bardzo to robić, bo do tego nas socjalizują: bądź tą pozytywną, piękną, uśmiechniętą Manic Pixie Dream Girl, która się pojawia i sprawia, że wszystko zmienia się na lepsze. A nie jesteśmy w stanie przynosić na świat samej radości i piękna, to nierealna wizja. Żeby się tego nauczyć, żeby jak Mała Księżniczka wyciągnąć tę ćmę z siebie i zobaczyć, że ona jest, przyjrzeć się temu, jaka ona jest, trzeba wdrażać się w rozumienie siebie jako osoby częściowo złej. Gdybym miała szansę się tego dowiedzieć, kiedy byłam dziewczynką, czułabym to poczucie winy trochę mniej mocno. Przeczytaj też: Dziewczyny potrzebują książek, w których są inne fajne dziewczyny – rozmowa z Karoliną Lewestam, autorką „Małej Księżniczki” Myślę, że Mały Książę może być czytany też jako opowieść o niedobrej relacji z matką. Różę można interpretować jako matkę, która tłamsi dziecko, nie pozwala rozłożyć skrzydeł, nie pozwala oglądać świata i sprawdzać siebie, tylko cały czas każe czuć się do czegoś zobowiązaną. Wspaniale to odwraca Mała Księżniczka. U pani relację z matką symbolizuje znajomość Małej Księżniczki z pilotką Amelią Earhart. Dobrą relację z matką. Taką, która nie jest po to, żeby się jej kurczowo trzymać. Bo matka ma za zadanie w którymś momencie córkę wypuścić. Relację Małego Księcia z Różą zazwyczaj interpretuje się jako relację erotyczną, ale ona rzeczywiście nie jest jednoznacznie zdefiniowana. Tak, w pewnym sensie Róża może być matką. Idąc tym tropem, Tulipan z mojej książki może być figurą ojca; ojca niezadowolonego z tego, kim córka jest. Zawsze mnie to smuciło w Małym Księciu, że on musi do tej Róży wrócić, bo lojalność, „bo tak trzeba”, mimo że ona jest dla niego taka podła i niemiła, całkiem niesympatyczna. Między innymi dlatego napisałam Małą Księżniczkę: żeby z tym podyskutować. A czy relacja z córką wpłynęła na pani relację z własną matką? Ja się z moją mamą lubię bardzo, często się widzimy i nie ma między nami zasadniczo dużych problemów, ale mamy konflikt związany z tym, że – być może jest to kwestia pokoleniowa – mama nie bardzo rozumie granice. To nie są jakieś straszne rzeczy, raczej drobne, ale na mnie w dzieciństwie wyjątkowo mocno oddziaływały. Kiedy byłam dziewczynką, mama bardzo starała się wpływać na mój wygląd, na ubiór, na najmniejsze szczegóły; lepiej wiedziała, czy buty są na mnie dobre, lepiej wiedziała, czy pasują mi krótkie, czy długie włosy, i tak dalej. Jak widzę, że teraz mama chodzi za Matyldą i próbuje namówić ją na dwa warkocze zamiast jednego – to się buntuję podwójnie. Zazdroszczę mojemu synowi, że potrafi asertywnie, z humorem, z gracją takie rzeczy załatwiać. Na propozycję babci „Załóż tę żółtą bluzę, tak ci w niej ładnie” on mówi po prostu: „Babcia! Nie”. Ani ja, ani moja córka tak nie potrafimy. W naszej kulturze istnieje przekonanie, że po prostu „chłopcy tak mają”, że są bardziej asertywni, ale też aktywni, sprawczy. Że przyczyna leży w biologii i już, że wychowanie niewiele tu ma do powiedzenia. W Pasterzach smoków, powołując się na wiele badań i metaanaliz, próbuje pani dociec, czy rzeczywiście „boys will be boys” niezależnie od tego, jak będziemy ich wychowywać. Nie dochodzi pani do żadnego jednoznacznego wniosku, ale też nie zbija pani ostatecznie tezy o tym, że to geny decydują. Jak wielu znanych mi rodziców, mnie także zaskoczyło to, że mój syn od początku realizuje ten stereotypowy model bycia chłopcem. Szaleje, walczy, chce zwyciężać. Mimo że, również od początku, podsuwam mu do wyboru inne drogi, inne pomysły. Kultura kapitalistyczna, sprzedając mi rozwiązania najróżniejszych kwestii, buduje we mnie złudzenie rodzicielskiej omnipotencji. Ale to złudzenie dosyć szybko się kończy. Na przykład właśnie samo dziecko okazuje się materią bardziej odporną na wpływy, niżby się chciało. Mimo że się ma do dyspozycji cały arsenał przedmiotów, technik i narzędzi. Stąd wzięły się moje poszukiwania odpowiedzi na pytanie: geny czy środowisko? Co decyduje o tym, jak kształtują się zachowania chłopców i dziewczynek? Ale jedynym wnioskiem, jaki mogę postawić naprawdę z całą mocą, to że o wiele więcej rzeczy, niż sobie wyobrażamy, jest poza kontrolą rodzicielską. W jednym z esejów pisze pani o zaproponowanym przez Clémentine Beauvais rozróżnieniu na dwa rodzaje potężnej siły: władzę, którą posiada rodzic, i moc, którą posiada dziecko. W Małej Księżniczce to rozróżnienie można odnaleźć w ostatniej scenie: dorosła Amelia używa swojej władzy, żeby mała dziewczynka, którą pokochała, mogła sięgnąć po własną moc. Władza polega na tym, że wolno nam zadekretować pewne rzeczy, a moc polega na tym, że mamy pewne możliwości i mamy siłę wewnętrzną, która może nas ku tym możliwościom poprowadzić. Władza może też tę moc stłamsić i wyzwaniem dla rodzica jest, żeby nie używać jej w tym celu. Kiedy dziecko jest małe, nie jest trudno się pod tym względem pilnować. Z magazynów, z książek znamy dogmaty psychologiczne dzisiejszych czasów: żeby nie przenosić na dziecko swoich ambicji; żeby za bardzo nie utożsamiać się z dzieckiem, bo ono ma swoją drogę, musi popełnić własne błędy. Że dziecko potrzebuje wolności, nie możemy czuć się stwórcami, mamy czuć się raczej ogrodnikami. To wszystko wiemy. Ale trudniej się robi, kiedy dziecko jest starsze. Bo trzeba się na przykład powstrzymywać, żeby jego porażek nie odczuwać jako własnych. Te wszystkie banały rodzicielskie muszą być powtarzane, bo wszyscy mamy tendencję, żeby władzy nadużywać. Inne wyzwanie rodzicielskie to, być może paradoksalnie: umieć się cieszyć. Porusza pani tę kwestię w swoich esejach: skąd się to bierze, że tak mało mamy radości po prostu z przebywania z dzieckiem? W Małej Księżniczce jest poruszająca scena, jak dorosła Amelia zrzuca ubranie i wbiega w fale razem z dziewczynką, żeby się powygłupiać, po prostu nacieszyć morzem. Żeby ta relacja rodzicielska była pełna, to my sami musimy mieć dobrą relację z naszym wewnętrznym dzieckiem. Musimy być w kontakcie z jego radością, ale też z tym samym smutkiem, który mieliśmy, jak byliśmy mali, bo przecież dzieciństwo to jest też okres strasznych przeżyć, potwornych lęków, innych niż te dorosłe. A czy to nie jest tak, że odejście od radości to efekt uboczny tego, że staramy się sprostać oczekiwaniom społecznym wobec rodziców, które się sprowadzają do maksymalnej kontroli: siebie, swoich emocji i reakcji? I w ten sposób tracimy też spontaniczność? Opowiem na własnym przykładzie. Ja na początku na mojego syna nie krzyczałam w ogóle; to dziecko do szóstego roku życia nie usłyszało ani jednego krzyku. A jak się urodziła moja córka, nagle złapałam się na wrzaskach do syna: „chodźże tu!”, „zjedzże to, zamiast tym rzucać, bo już nie mogę ci zrobić kolejnej kanapki!”. To mnie na początku przeraziło i pomyślałam: jestem fatalną matką. Ale potem doszłam do wniosku, że może właśnie to jest, stety lub niestety, prawda o mnie. I że może dzięki temu nasza relacja paradoksalnie będzie lepsza, bo ja trochę bardziej będę mogła być sobą i on zrozumie, że czasem ludzie są po prostu, najzwyczajniej w świecie, wkurzeni. Rzeczywiście, w naszej kulturze wiele emocji jest zakazanych rodzicom; wściekłość, frustracja, zdenerwowanie – a już rozczarowanie dzieckiem jest absolutnym tabu. Niektórych rzeczy wręcz nie wolno nam czuć. Może rzeczywiście staramy się nie czuć tych emocji, które są zakazane, i w związku z tym wypłaszczamy się emocjonalnie, nie czujemy też radości? Może nawet nie to, że staramy się nie czuć emocji, tylko staramy się je mieć maksymalnie pod kontrolą, ze względu na dobro dziecka. Nie okazywać ich tak wyraźnie, jakbyśmy mieli ochotę. Jak jestem wściekła, to nie krzyczę, tylko spokojnie mówię: „teraz jestem na ciebie zła”, chociaż mam ochotę rzucać przedmiotami. To też wynika z tego – jak mi się wydaje – że aby w ogóle sprawować władzę rodzicielską, trzeba być w jakimś sensie oddzielonym od świata dziecka. Na takiej zasadzie, że jak ktoś zostaje szefem, to już nie chodzi na imprezy z podwładnymi. A jak ktoś zostaje rodzicem, to kiedy biega po trawniku i krzyczy: „jestem potworem, zaraz cię zjem!”, nie robi tego tak do końca na serio. Rodzic musi być tym „buszującym w zbożu”, „catcherem in the rye”; kimś, kto niby się świetnie bawi nad urwiskiem z innymi, ale jako jedyny widzi klif i wie, że można spaść. I rzeczywiście, będąc w tej pozycji, bardzo trudno czuć pełną radość, nie oszukujmy się. Trudno pielęgnować swoje wewnętrzne dziecko, jak trzeba być zewnętrznym dorosłym. No właśnie. Jak w pani esejach: jesteśmy pasterzami smoków. Smoki to nasze rodzicielskie lęki. Jesteśmy ich pasterzami, bo nie możemy być zabójcami; nie da się tych lęków całkowicie zniszczyć, uspokoić. Zaskakuje nas ich siła, ale często zapominamy, że one są częścią naszego bycia w świecie. Mamy tu bardzo wiele różnych spraw i wychowanie dzieci jest po prostu jednym z wielu elementów życia, częścią organicznej całości. Więc jeśli w życiu co chwila się czegoś boję – boję się, że umrę, boję się, że coś mi się stanie, boję się, że się okaże, że mam cukrzycę, boję się, że przyjdę na wykład ze studentami i mnie wyśmieją – to dlaczego się dziwię, że o dzieci też się boję? Macierzyństwo jest po prostu jednym z elementów życia i tak jak innych rzeczy, można go też żałować. Ale kiedy już zostaniemy matkami, o tym nie rozmawiamy. To kolejne tabu, które odsłania pani w swoich esejach. Z jednej strony można chcieć i kochać, a można jednocześnie żałować, można myśleć „o Boże, ile to pracy!”, i można też być niezadowoloną, bo się na przykład chciało córkę, a ma się syna. We wszystkich dziedzinach życia bywa tak, że czasem czegoś bardzo chcemy, a czasem tego żałujemy, a potem znowu nam się bardzo podoba. A macierzyństwo to wyjątkowo mocna, intensywna jego część i może budzić różne, nieraz sprzeczne odczucia. Wspomina pani o sposobach mierzenia macierzyństwa za pomocą kamieni milowych, „kluczowych momentów” – poród czy pierwsze karmienie jako sprawdzian tego, czy jesteśmy dobrą, czy złą matką. Dochodzi pani do wniosku, że to nie najlepsza forma oceny naszych działań. Jaki jest pani sposób mierzenia swojego macierzyństwa? Boję się tego pytania bardzo. W odniesieniu do relacji z synem myślałam zawsze, że jestem taką świetną matką. On od początku dobrze reagował na to, jak się do niego odnosiłam, od początku dobrze się rozumiemy. Ma już prawie 14 lat, a dalej jesteśmy przyjaciółmi, ale też nie za bardzo, nie toksycznie. Widzę w naszej relacji problemy i błędy, ale one są rozwiązywalne – wszystko jest tak jak trzeba. I mogę pomyśleć: jakość tej relacji określa jakość mojego macierzyństwa. I nagle okazuje się, że z moimi córkami, które mają teraz 7 i 3 lata, najprawdopodobniej będzie inaczej. Już widzę, że ze starszą relacje nie będą łatwe. Że taki test, który działa w przypadku syna, w tym przypadku zawiedzie. Oczywiście kiedy się tak okaże, to pewnie chciałabym stworzyć nowy rodzaj testu, który jakoś tę moją samoocenę wywinduje, no bo jak to, ja mam być złą matką? O nie! Na przykład chciałabym, żeby wtedy testem była moja zdolność do zachowania siebie w obliczu tej relacji. A będzie w niej chyba dużo przepychania się emocjonalnego, trochę toksyczności, uwikłania. Ja też miałam to z moją mamą, więc wiem, jak będzie. Ale mojej mamie było trudniej niż mnie teraz, bo nie miała dostępu do psychologicznej wiedzy, która dziś jest powszechna, i nie posiadała koncepcji ani swoich, ani moich granic – a ja bardzo chcę tych granic pilnować, także jako matka. Kiedy córce będzie trudno, a różne trudne przeżycia pewnie nadejdą, to chcę, żeby mogła do mnie podpłynąć i ja ją wtedy złapię – ale chcę też pamiętać, że ja nie jestem nią. Kiedy to oddzielenie od niej mi się uda, to wtedy właśnie będę mogła jej pomóc. I wtedy pomyślę, że mi się udało. Karolina Lewestam (ur. 1979) – dziennikarka i redaktorka. Obroniła doktorat z filozofii na Uniwersytecie Bostońskim. Od 2014 r. felietonistka „Dziennika Gazety Prawnej” i autorka wielu tekstów publicystycznych, publikowanych między innymi w „Gazecie Wyborczej” i w „Piśmie”. Wielokrotnie nominowana do nagrody Grand Press w kategorii Publicystyka. Autorka/autor Katarzyna Michalczak Poetka, pisarka, doktorka socjologii. Laureatka nagród literackich. Za zbiór opowiadań "Klub snów" nominowana do nagrody GDYNIA 2020. Współprowadzi internetowy magazyn z ilustrowaną literaturą "Drobiazgi". Redaktorka w "Kosmosie dla Dziewczynek". Zobacz wszystkie artykuły
Skip to content Czy możecie dyskutować wspólnie o książkach, filmach, programach telewizyjnych, sztukach albo artykułach z czasopism? Czy jesteście obie zaangażowane w łączącą was więź? Czy wyczuwasz, że twoja córka woli okresy spokoju, kiedy obie zachowujecie wewnętrzną równowagę? Jak swobodnie rozmawiacie na tematy sporne i radzicie sobie z pojawiającymi się między wami konfliktami? Niektóre z tych pytań być może skłonią cię do przypomnienia sobie, a nawet odkrycia pokładów mocnych stron nagromadzonych przez lata życia z córką. Uświadomienie sobie tych atutów pomoże tobie i córce je utrzymać. Pomocne jest również przyjrzenie się dynamice waszych relacji, która może być raczej niepożądana. Jeżeli nie dokonasz otwartej i świadomej jej oceny, możesz przeoczyć możliwość skorygowania bezowocnych lub nawet przynoszących przeciwny efekt sposobów porozumiewania się z córką w dążeniu do większej bliskości. Choć nie ma niezmiennych i sztywnych reguł, kilka matczynych zachowań wydaje się wysuwać na pierwszy plan w odstręczaniu od siebie nastoletniej dziewczyny. Możesz zadać sobie następujące pytania.
rozmowa matki z córką