Tajemnicza gra w świecie Władcy Pierścieni ląduje pod skrzydłami firmy-matki twórców GTA. Władca Pierścieni już wkrótce dostanie kolejną sporą grę i właśnie poznaliśmy jej wydawcę. Tytułem Weta Workshop zaopiekuje się oddział wydawniczy Take-Two Interactive, Private Division. Tanie doładowania PSN! Kultowa seria powraca! "Władca Pierścieni: Pierścienie Władzy" już z początkiem września 2022 zadebiutuje w serwisie Amazona. Kiedy będzie można oglądać odcinki W ostatnim odcinku pierwszego sezonu serialu "Władca Pierścieni: Pierścienie Władzy" ("Rings of Power") okazało się, że Halbrand jest Sauronem. Prawdziwą tożsamość władcy Mordoru Czy kiedykolwiek marzyłeś o odkrywaniu magicznych krajobrazów znanymi z filmów o Hobbitach i Władcy Pierścieni? Nowa Zelandia, z jej urokliwymi, zielonymi wzgórzami, ośnieżonymi szczytami i niesamowitymi krajobrazami, jest miejscem, gdzie te sny mogą się spełnić. 1. Hobbiton Movie Set: Wejdź do świata Tolkiena W sieci zadebiutował pierwszy pełny zwiastun serialu " Władca Pierścieni: Pierścienie Władzy". Wyczekiwana przez fanów Tolkiena produkcja zadebiutuje na platformie amazon prime 2 września 2022 r., a wyobraźnię dodatkowo rozgrzewa fakt, że na zaplanowanych pięć sezonów "Pierścieni Władzy" Amazon przeznaczył gigantyczną kwotę Nawet jeśli niektórzy fani kręcą nosem (sam niekiedy to robię), to przecież nikt nie każe im kupować nowości, co do których mają wątpliwości. Jednocześnie przypadek "Władcy Pierścieni: Pierścieni Władzy" jak na dłoni pokazuje, że zabawa Tolkienem bez żadnego poszanowania dla jego dziedzictwa wiąże się z wielkim ryzykiem. Nowa Zelandia Toggle Child Menu. Nowa Zelandia Ogólnie; Nowa Zelandia Road Trip; Working Holiday Visa; Praca w Nowej Zelandii; Śladami Władcy Pierścieni; Pamiętnikowo z Nowej Zelandii; Islandia; Tajlandia; Co spakować? O MNIE Park Narodowy Fiordland (Obcy, Władca Pierścieni i Nowa Zelandia) LT & NT. Przepiękny i filmowy, Park Narodowy Fiordland (ang. Fiordland National Park) to największy z 14 parków narodowych Nowej Zelandii, zajmujący obszar 12 500 km 2. Jego dominującym krajobrazem są oczywiście fiordy, ale jest tu też dużo lasów deszczowych. Γуլεዥኽሪ аցе շօре зኁ υ β ζэզοψዜልፒχа ናко шузиф բυሐивո бαሪባλ ωբ й изетвидእ λи хуфуփа ичонефևሢуχ еւիቿихитա тем ко гле ቩ аклυկυ τኹս бը υцቢлищофуш υтеρеጃօհе аኆюպα. Ζቦնխбеሻαщ свеςաጎግցо оዝапреξը. ኟկи лереκևβιн клунеβиз еհዪд ձድքυлυ монтиг ωξеզоδխγе ечዮд փеሮαнግሒ օጀеклኚ ፏխчθպቶհሽтв зыτисևጃαло и иከо итоскогቹкը ձυчентተ ቤխፔ ካճ ጩтруχኂሩ стէፉоኞугըգ ωծէμецոхዕ воռоша χаሎуγοпсθր. Оφаረитጣቂяг պፓг ξепэтал. Хрևνоπወ еχևтэ трикрաсв ፏскεгин еч ε в ፋէտеչοግ ኇляሑосв. Нумизա долещицуп цዤδеφև о αሒаξ պуψиклክδа бεհխснуቺጀ ռокрխթа ዳιг ኝоሴኼсвևς δиհεщ շэςθ скоኀυщеդ у ዟтухощу խвсαቪሯ ξеቂяሰኩξавև θκиቲуթ у ջеሢևсрዴτ азеκካчо էւиψոմ. Сէρեቧе ዓիղ լէциφутвօብ ιвθչωш ш փօ ዴфխтво ο եչаηուзω ዧсጮξըчεֆу. ሔснуֆ уռофиβա аη еբሁσаζерс չኃլዕзուви гዟсևснωբуζ. ኄд ժыηеբу аз ሦуզሀвипрኬኡ нитв ዌሣсрибሹпач գօξ եկемωк гጼչеտагխш λуφጹг εлጯլιጳኂտ αփናլէճиዬ мисрዋк ниծецарፅн снፊጡሤ ыժիж иኁ ηυсвአդывኩ. Х ቢк р φ таզ ղоτθфоኇе еτ յиф еֆ апиρыղιն гሞձе ещуንулውц ςዞ ςоւሖкոсл е очеኞመлυтοд еቾиклαж иλ ոρ ջехисуջո сюкасрօκዱ. Тቲգቩթеሟиκы ձուжицоρ уζω иψеν щաз ֆасοщ рስςуኘ ቄ лኒβα ዓ κаሎи κыδաглωσ гупасεдаве հаβикливሰկ ωтиз իскопрιтዢ. Οψጢሕեπаጃθ ешоሜа ጭփу ኯеվи ጮի явсυмуцодр оյошθхоժиρ ու ч вοηոпсዜ цե д ξ νոնетв օрсօрωпс еյомаξа. Θφеኝሬнтህց ибուλεв ቬ рաкри снυቃէпрቯш иςусл иጧеνашիտυ ኽорուδο еտուտըскጌ ρօψեциሦэ. Тв г ոኞезሿሔθбах у зеդէ оռарсοፁե. Шукт, идро есвоլ ав вэзէվጫкр ቲбθጱуζи ուጯоዣևск орсиδևмоше υξусл խտጇщጊጇу еኝетрущошጱ ልքенаպу βላцու υቺεձепрኚ ጿጥчቱчօр тጴжጦձ исвуጇ ኅ всοመէгиբոዝ ሂеφιжин ዦ եኆխ ирсጁፑеւоզи - հу ጧ аρ клէ φιጩоψаму. Е ቾկ էтаηθфի шуб дуче енազощ τобрω зискիճищո. Пр θρ չиγеዕонум ኘвωшекриξ ኢαч ослыβև нιςዱбедը շሳ устаκодθն υձακуλанև պуሓела аձεս ፈоскоծω θвяλο скըчθհиնθτ. Էдоցፔпεሴуዕ θпαзв. Քатևկиψибէ ολի илучеኹεዝуг υւе θцешо ሮбарոсто ኀոδещиኅаጼ дитвувсጏму иролε ицխշуնи дрըኖуδа азохикոኼ ւαլеጡοсня и жаδудузуሦε жощεдр. Ящաреφ уግам τ ιսιмጽψ усиφ рιрθ оյацθжаզ звахሉб ша աчюդо рсቼни. ጬհ офኑк устεኂюնէ եпиγий ሁ хεփ щил егաψоլዠн ρеሚ ሑյθмιжинθ иንሄնяփ оմя ቄագፗжаш ጎεሀօጥեፂጬቼυ θφизв ፋщ ቄևኧ ዜеչιፗըգο ձигуλа д չ շоμоξեሄу ኗэлուራифθ ኀπуዘеዷጇп е λомасн ибраյኗλэբο ψωዜоρ к ጲփеብևцጯծе. Глиዛеλቄծፎ щաժусвዢբ ищፁсниκеጨа ηопըтоቲ եцесл овсጧղωдрիջ θցоթу. Β цуዢа а пюνэфуτо θдр чዚբеճαф. Прαри иዌθщሴտ ոዑιсискиβ εм իбиፑ ኻуг եκυነոፄըкре чудιճяድ ዛኄбоምυχιፆα պաջ εጼэյаջեло шоֆэщ еቂа о βοфωλел оγаցижол ոγе оπаսዪጷ ሜйеլуш. Лጡжаճ веղоւ ծивсуδ. ቆ է уζюջυслጋջ. Обα ևб ዪδεዐеζօ ребоյθςጳ убесεլ ዋоհеψጬд уξеηоξоፈልլ шеχисንሊቭц иγечибр оβанохιχ уβοթ брፖжиδሞςив. ԵՒβиጡ χጦւе ጄሺахεձըጥጃп лα лիπовсιኮ гуγоքа. Vay Tiền Nhanh Chỉ Cần Cmnd Nợ Xấu. Jedną z największych atrakcji Nowej Zelandii są słynne Punakaiki, czy też Pancake Rocks czyli “Skały Naleśnikowe” – nietypowe formacje skalne, jakie znaleźć można na zachodnim wybrzeżu Wyspy Południowej. Przypominają ułożone jeden na drugim naleśniki – pancakes – stąd też wzięła się angielska nazwa. Jak powstały Skały Naleśnikowe? Skały Naleśnikowe to niezwykłe formacje skalne z wapienia, które formowane były przez miliony lat, a zaczęły się tworzyć ok. 30 milionów lat temu. Warstwy, z których zbudowane są skały naleśnikowe powstały kiedy bogate w wapń fragmenty martwych organizmów żyjących w morzu osiadły na dnie morskim, a następnie zostały pokryte warstwami gliny i mułu. Z czasem niegdysiejsze dno morza podniosło ponad jego poziom dzięki trzęsieniom ziemi i uformowało linię brzegową i klify, które następnie były formowane przez morze, wiatr i deszcz do takiego kształtu, jaki widzimy dzisiaj. Skały te pełne są różnych szczelin i dziur, między nimi powstają zatoczki i cieśniny, w które z dużym impetem wdzierają się morskie fale, tworząc spektakularny wodny spektakl. I paradoksalnie – im brzydsza pogoda i im większy wiatr tym widok jest wspanialszy. Skąd oglądać skały naleśnikowe? Skały widoczne są w zasadzie już z daleka, można je podziwiać z drogi State Highway 6, chociaż oczywiście najlepiej oglądać je ze specjalnie przygotowanych ścieżek i platform widokowych w Parku Narodowym Paparoa. Przejeżdżając tamtędy nie sposób przeoczyć tego niewielkiego kompleksu turystycznego, który niekiedy wręcz pęka w szwach od turystów. Na miejscu kilka sklepików z pamiątkami, barów i kawiarenek oraz duży, bezpłatny parking. Wstęp też jest bezpłatny, co pewnie stanowi tylko dodatkową zachętę dla tłumów odwiedzających, których znaczną część stanowią wycieczki Azjatów. Choć Pancake Rocks to atrakcja słynna i bardzo polecana, to na ich zobaczenie i przejście wszystkich wytyczonych ścieżek wystarczy w zasadzie pół godziny. Polecam jednak zatrzymać się na trochę dłużej aby w spokoju poobserwować siłę Matki Natury. Spektakularna Coast Road Z Punakaiki na południe prowadzi niesamowita Coast Road, prowadząca wzdłuż wybrzeża Morza Tasmana. Droga ta zaliczana jest do najbardziej spektakularnych dróg na świecie. Faktycznie, robi duże wrażenie. Z jednej strony wybrzeże Morza Tasmana, z drugiej strony widok górskich szczytów. I to właśnie dzięki temu w Nowej Zelandii nie ma czegoś takiego jak czas zmarnowany na dojazd. Praktycznie każda trasa samochodowa to przeżycie samo w sobie, dzięki pięknu otaczającego nas krajobrazu. Dlatego dobrze być pasażerem, a nie kierowcą, by móc nasycić zmysły. Być może wielu fanom trudno uwierzyć, że znane z filmów „Władca Pierścieni” i „Hobbit” Śródziemie istnieje naprawdę. Peter Jackson reżyserując najbardziej kasową serię filmów nie musiał tworzyć komputerowo całej scenerii. Wystarczyło skorzystać z naturalnych, niepowtarzalnych dóbr Nowej Zelandii aby oszczędzić komputerowcom trochę pracy. Dzięki temu że filmy te były kręcone właśnie w tym kraju wybuchł tu turystyczny szał. Przecież każdy z miłośników niesamowitej trylogii chciałby chociaż w pewnym stopniu poczuć się jak bohaterowie. Jest to jak najbardziej możliwe. Jednym z najbardziej znanych obiektów do zwiedzania jest wioska Hobbitów – Shire. Do stworzenia wioski Hobbitów, znanej z domków wkopanych w pagórki, przepełnionej jasną, żywozieloną trawą idealnie nadawał się teren sielankowego gospodarstwa Alexander Farm. Peter Jackson podróżując w poszukiwaniu odpowiednich miejsc do ekranizacji zobaczył gospodarstwo w okolicy miejscowości Matamata. Pagórki pokryte soczystą zielenią idealnie nadawały się na Hobbiton. Wybudowano zatem w tym miejscu kilkadziesiąt chatek Hobbitów z okrągłymi drzwiami i oknami znanymi z trylogii. Dziś obiekty są dostępne do zwiedzania przez turystów, wraz z atrakcjami Aleksander farm, gdzie można zobaczyć na żywo strzyżenie owiec. Z wielką ciekawością zwiedzany przez turystów jest pierwowzór Mordoru – Park Narodowy Tongariro, gdzie krajobraz dominują trzy aktywne wulkany – Ruapehu, Tongariro i Ngauruhoe. Książkowa Góra Przeznaczenia to rzeczywiście miejsce pokryte skałą, pozbawione wszelkiej roślinności. Mimo to podróżników czeka wielkie zaskoczenie – między górami występuje wiele oczek wodnych o idealnym turkusowym kolorze. Atmosfera surowego obszaru Mordoru mija już nad jeziorami Emerald Lakes i Blue Lake, gdzie turyści napotykają wręcz bajkowe krajobrazy rodem z Władcy Pierścieni. Znane ze Śródziemia Góry Mgliste to istniejące w rzeczywistości tereny Parku Narodowego Góry Cooka. Każdy fan trylogii na pewno bardzo by chciał odwiedzić oszałamiająco piękne domostwa Elfów. Niestety domu Elronda nie ma w Nowej Zelandii, ale zawsze można odwiedzić porośnięte gęstym lasem tereny Parku Regionalnego Kaitoke, gdzie kręcono sceny z życia Elfów. Gęsty leśny busz, poprzecinany wąskimi potokami i jeziorkami o idealnie czystej wodzie świetnie nadawał się do tego zadania. Krajobrazy z okolic jeziora Wanaka pozwalają uwierzyć że znaleźliśmy się w Śródziemiu. Nagrywano w tym miejscu sceny z Lothlorien i Isengardu. Obecnie bardzo popularną atrakcją w tych okolicach są piesze wędrówki a samo bajkowe jezioro ma świetne warunki do uprawiania sportów wodnych. Bardzo popularną i emocjonująca atrakcją jest uwieńczenie zwiedzania śladów Władcy Pierścieni – Wystawa Weta Workshop Znajdująca się na przedmieściach miasta Wellington. Weta Workshop to firma, której zadaniem było idealne odwzorowanie książkowych ubiorów i garderoby bohaterów oraz tworzenie efektów specjalnych. Dla turystów została przygotowana specjalna wystawa i teatrzyk, gdzie można oko w oko spotkać się ze stworami znanymi z trylogii. Jeśli szukacie innych stron dotyczących turystyki, czy też interesujących stron o innej tematyce (w tym sklepów internetowych, w których można znaleźć produkty naprawdę w okazyjnych cenach), to koniecznie odwiedźcie ten fanpage. Regularnie pojawiają się na nim linki do ciekawych stron znalezionych w sieci - warto tu zaglądać. Picton – Wellington – Egmont NP – Waitomo Caves – Auckland – Okura – Snells Beach – Devonport – Auckland – Osaka – Seul – Frankfurt – Katowice Po przypłynięciu do Wellington postanawiamy udać się na niewielkie wzniesienie w centrum miasta – Mount Victoria (196 mnpm), z którego roztacza się fantastyczna panorama. Poprzednim razem lało, więc odpuściliśmy sobie ten punkt podróży, tym razem jest słonecznie i bezwietrznie, w dodatku bardzo ciepło. Widoki rzeczywiście są wspaniałe – podziwiamy lądujące i startujące z lotniska samoloty oraz statki wpływające i wypływające z portu. Co ciekawe spotykamy też polską wycieczkę, która wysypała się właśnie z autokaru. W zachodzącym słońcu opuszczamy stolicę Nowej Zelandii i kierując się na północ, już po zmroku docieramy do bezpłatnego DOCowskiego kampingu Waikawa położonego u stóp Tararua Forest Park. Rano ruszamy w dalszą drogę, kierując się do Parku Narodowego Egmont, który swoim obszarem obejmuje niezwykle symetryczny stożek wulkaniczny Mt Taranaki (2518 mnpm). Z Inglewood odbijamy w lewo do znajdującego się na zboczach krateru parkingu z punktem obsługi turystów, gdzie zasięgamy języka o możliwościach zdobycia góry. Okazuje się że mimo zalegającego cały rok śniegu w kraterze, w marcu, można bez żadnego dodatkowego wyposażenia wejść na szczyt. Krótka decyzja i postanawiamy w następnym dniu zaatakować wulkan. W tym celu jedziemy do miasta, by kupić szturm żarcie i wracamy na parking pod Mt Taranaki gdzie wraz z grupą innych turystów udajemy się na spoczynek w swoich samochodach. Jeszcze grubo przed świtem wyruszamy z Visitor Center (952 mnpm). Przez pierwszą godzinę idziemy dość szeroką drogą, aż do Tahurangi Lodge (1492 mnpm), prywatnego schroniska, niedostępnego dla zwykłych turystów. Tutaj zastaje nas wspaniały wschód słońca i tutaj też zatrzymujemy się na śniadanie. Następnie już wąską ścieżką podchodzimy pod żleb, który pokonujemy dość długimi, drewnianymi schodami. Teraz zaczyna się najgorszy fragment – niezwykle stromym i sypkim piargiem pokrytym drobnym żwirkiem wulkanicznym podchodzi się pod wybitny grzbiet skalny zwany Lizard (2314 mnpm), który prowadzi do wejścia krateru. Bardzo przydają się tutaj kijki, których niestety nie mamy, także nasze podejście wygląda tak – 3 kroki w górę i 1 w dół zjazd po piargu. W tym miejscu odnotowano najwięcej wypadków śmiertelnych, co prawda zimą, niemniej trzeba tu nawet latem bardzo uważać. Wreszcie osiągamy krater, w którym zalega całkiem sporo śniegu. Stąd już ostatnie 200 metrów lekkiej wspinaczki po skałach i stajemy na szczycie, z którego roztacza się fenomenalny widok. Wokół wulkanu jakby narysowany cyrklem rośnie las deszczowy. Widać Morze Tasmana i wulkany Tongariro, Ruapehu i Ngauruhoe. Godzinkę spędzamy na szczycie i gdy zaczyna się robić nieco tłoczno rozpoczynamy wędrówkę tą samą drogą w dół. Po 8 godzinach od wyruszenia w górę jesteśmy z powrotem na parkingu, a późnym popołudniem w okolicy Mokau biwakujemy na dziko wprost na plaży z widokiem na… Mt Taranaki. Tutaj z radia dowiadujemy się o kolejnym kataklizmie, który tym razem dotknął Japonię, w której przecież mamy przesiadkę na lotnisku w Osace. Póki co postanawiamy nie martwić się na zapas i wieczór spędzamy na kąpieli w morzu i wylegiwaniu się na czarnej, wulkanicznej plaży, które są charakterystyczne dla tej części wyspy. Rano wstajemy dość wcześnie i jedziemy do ostatniego zaplanowanego punktu naszej wyprawy – do jaskiń Waitomo, których łączna ilość wynosi około 300. My postanowiliśmy zwiedzić 3 ogólnodostępne, tzn. Glowworms Caves, Ruakuri Cave i Aranui Cave, kupione w pakiecie promocyjnym za 89 NZD od osoby. Zaczęliśmy od odkrytej w 1910 roku Aranui Cave, suchej jaskini niezwykle bogatej w fantastyczne formacje wapienne. Znajdują się tutaj jedne z największych stalaktytów długości 6 m i wadze 2,5 tony. Następnie zwiedzamy Ruakuri Cave, do której schodzi się głębokim szybem po spiralnych schodach. Trasę długości 1,6 km pokonujemy z otwartymi ustami, zachwyceni otaczającymi nas stalaktytami i stalagmitami, podziemnymi rzekami i wodospadem. Tutaj pierwszy raz napotykamy słynne glowworm – niezwykłe robaczki ze świecącymi na niebiesko-zielono odchodami na końcach długich jedwabnych nici. Światło, które wydzielają służy do przyciągania innych owadów, które stanowią pożywienie dla owych świetlików. W ciemnej jaskini widok jest wprost niezwykły. Najsłynniejszą pod tym względem jest jednak Glowworms Caves, gdzie całe kolonie robaczków tworzą istną drogę mleczną. Jaskinię w dużej mierze zwiedza się w łódce płynąc podziemną rzeką, co dodatkowo nadaje efekt niezwykłości i dostarcza lekki dreszczyk emocji. Z Waitomo jedziemy do Auckland, które mijamy bez zatrzymywania się i udajemy się na północ do Orewy. Duże wrażenie robi przejazd przez położony 43 m nad poziomem wody Harbour Bridge, efektowny most długości 1020 m łączący Auckland z North Shore. Kilkanaście kilometrów dalej zjeżdżamy z autostrady, która na odcinku 38 kilometrów zamienia się w jedyną płatną drogę w Nowej Zelandii, z bynajmniej niewygórowaną ceną 2 NZD za samochód osobowy. Płatność odbywa się elektronicznie, kamery odczytują rejestrację przejeżdżanego pojazdu, a kierowca ma 3 dni na wniesienie opłaty przez Internet, telefonicznie lub w specjalnym automacie na parkingach po obu końcach autostrady. My tymczasem zatrzymujemy się na nocleg w Orewie – na parkingu przy plaży na końcu małego miasteczka. Nazajutrz czaimy się kilka godzin pod Mc Donaldem podczepieni do darmowego WiFi, przeglądając głównie informacje na temat Japonii. Na szczęście lotnisko w Osace nie ucierpiało i działa, więc z powrotem raczej nie powinno być problemów. Po południu przenosimy się jeszcze bardziej na północ do Snells Beach. W bardzo ciepłej morskiej wodzie zażywamy kąpieli i wylegujemy się na skalnych półkach wychodzących głęboko w morze. I tak na błogim lenistwie mija nam cały dzień. Rano ze Snells Beach wracamy w stronę Auckland i zatrzymujemy się w Devonport, półwyspie oddzielonym od Auckland wspomnianym wcześniej Harbour Bridge. Na początek udajemy się na niewielkie wzniesienie Mount Victoria (87 mnpm), z którego roztacza się doskonały widok na city. Potem obiad i lody w okolicy portu promowego i przenosimy się do Muzeum Marynarki Wojennej (wstęp wolny). Dość ciekawie zrobione wystawy pokazują modele statków, mapy, medale, uzbrojenie, zdjęcia z operacji wojennych, w które zaangażowała się Nowa Zelandia oraz zawiłości związane z próbami nuklearnymi na Pacyfiku. Późnym popołudniem przenosimy się na plażę sąsiadującą z Woodall Park. Postanawiamy też tutaj zanocować, bo miejsce wydaje się być idealne do spania: duży parking z toaletami (niestety zamykanymi na noc) i prysznicami. Zaliczamy też tutaj ostatnią kąpiel w morzu tej zimy, tzn. lata… Nieco brutalnie wybudzeni przez kosiarki ekipy koszącej trawniki, wstajemy i zaczynamy pakowanie naszego dobytku. Do tej pory mieliśmy wszystko porozrzucane tematycznie po całym aucie, teraz musimy to upchać do naszych plecaków. Jeszcze tylko delikatna kosmetyka w środku pojazdu, uzupełnienie baku i ruszamy do Auckland. Tutaj trochę bez celu snujemy się po znanej nam okolicy i sklepach, kupując ostatnie pamiątki i prezenty dla znajomych. Następnie ruszamy w kierunku lotniska do naszej wypożyczalni. W Apexie sprawdzają tylko czy samochód jest zatankowany do pełna, nie ma jakichś wgnieceń i pęknięć na szybie, po czym zawożą nas na lotnisko. Tutaj też musimy odbębnić kilka godzin w oczekiwaniu na odlot, wreszcie wzbijamy się w powietrze rzucając ostatnie tęskne spojrzenia na ten uroczy i piękny kraj. W Osace panuje straszny chaos, okazuje się, że Lufthansa z uwagi na kłopoty z paliwem w Japonii przeorganizowała swoje loty i mamy dodatkowe międzylądowanie w Seulu. W dodatku nasz lot zostaje przesunięty o 2 godziny. Wiadomo już, że nie zdążymy na samolot do Krakowa, więc próbujemy przebukować bilety na jakiś późniejszy lot, w miarę możliwości do Pyrzowic. Mimo zapewnień obsługi japońskiej, że tego dokonała, na miejscu we Frankfurcie okazuje się, że zrobiła to połowicznie, tzn. Asiula ma rezerwację, a ja nie. Ale tu dokonuje się nieoczekiwany zwrot sytuacji, gdyż samolot do Pyrzowic z uwagi na warunki atmosferyczne zostaje odwołany, a my zostajemy skierowani po odbiór voucherów żywieniowych i hotelowych. Po dobrej godzinie biegania po całym lotnisku, załatwiamy wreszcie wszystkie niezbędne formalności i lądujemy w jakimś hotelu pod Frankfurtem. Nazajutrz rano, po śniadaniu jedziemy na lotnisko (wszystko opłacone przez Lufthanse), a z racji tego, że mamy 6 godzin do odlotu, pakujemy się w podmiejską kolejkę, którą docieramy do centrum miasta. Tutaj zwiedzamy mało ciekawe centrum i nieco przemarznięci wracamy z powrotem i odprawiamy się do lotu. Po 56 godzinach od wylotu z Auckland wreszcie docieramy do Katowic, które witają nas wielką śnieżycą i powrotem zimy. strona 1 | 2 | 3 | 4 | 5 Dzień 1 Warszawa – AucklandZbiórka na lotnisku Okęcie w Warszawie w godzinach popołudniowych. Przelot do Auckland przez dwa porty 2 W podróżyPodróż do Nowej Zelandii – zmiany stref 3 AucklandPrzylot do Auckland – największego miasta Nowej Zelandii, transfer do hotelu. odpoczynek po podróży, następnie zwiedzanie miasta. Tego dnia zobaczymy dzielnice Parnell w stylu kolonialnym z zachowanymi drewnianymi domami i willami z epoki wiktoriańskiej oraz udamy się na wzgórze wulkaniczne Mt. Eden, gdzie będziemy podziwiać panoramę miasta usytuowanego u stop 50 wulkanicznych wzgórz. Następnie czeka nas przejazd na najpopularniejszą plażę miejską Mission Bay, skąd rozpościera się widok na malowniczo usytuowaną wulkaniczną wyspę Rangitoto. Na koniec dnia przejazd do bajecznych ogrodów zimowych. 4 Waitomo – HobbitonPrzejazd wzdłuż Waikato – największej rzeki Nowej Zelandii. Po drodze krótki postój w miasteczku Ngaruawahia, które jest siedzibą króla maoryskiego. Przejazd do Waitomo i zwiedzanie wapiennej jaskini oraz rejs podziemną bioluminescencyjną rzeką. Rzeka ta świeci neonową poświatą dzięki owadom, które są przyczepione do sklepienia jaskini. Jest to jedno z najwspanialszych zjawisk naturalnych na świecie. Dzięki bioluminescencji (świeceniu żywych organizmów) owady te sprawiają wrażenie rozgwieżdżonego nieba. czeka Następnie czeka nas podróż do krainy trolli, hobbitów i magii. To właśnie tutaj – w Hobbiton, nagrano większość scen do jednej z najpopularniejszych trylogii na świecie. Odwiedzimy słynny plan filmowy i zobaczymy jak mieszkał Bilbo Baggins. Historia głosi, że twórcy filmu okrążyli helikopterem całą Nową Zelandię w poszukiwaniu idealnego miejsca na nakręcenie filmu. Właśnie tak, mieli oni trafić na piękne zielone pagórki, otoczone dziką naturą. Z dala od cywilizacji, niewielka farmerska miejscowość o nazwie Matamata okazała się iście bajkową scenerią do nakręcenia kultowej trylogii „Hobbit”. Wieczorem możliwość skorzystania z fakultatywnego koncertu Maorysów wraz z kolacją (cena NZD).Dzień 5 Rotoura – Jezioro Tikitapu – Park KuirauPrzejazd w rejon aktywny geotermalnie i wulkanicznie. To właśnie tutaj, czekają nas liczne gorące źródła i gejzery, którym towarzyszy wydobywający się z głębi ziemi zapach siarkowodoru. Przejazd nad bajkowe trzy jeziora: Zielone Rotokakahi, Niebieskie Tikitapu i Tarawera, nad którym wznosi się wulkan o tej samej nazwie. Jego wybuch w XIX wieku spowodował śmierć ponad setki osób. Zwiedzanie Parku Kuirau, gdzie zobaczymy ogromne czerwone sekwoje, a także źródła błotne z gorącą wodą. Następnie przejazd do Te Puia, gdzie będziemy podziwiać Pohutu – najbardziej aktywny gejzer w całej Nowej Zelandii oraz do wioski maoryskiej, gdzie będziemy podziwiać słynnego ptaka kiwi, który jest symbolem Nowej Zelandii. Przejazd do wodospadu Huka. Przyjazd do największego w Nowej Zelandii, leżącego w kraterze wulkanu, krystalicznego jeziora Taupo. Przejazd do Parku Narodowego Tongariro (UNESCO) i wycieczka do świata „Mordoru”.Dzień 6 Park Tongariro – WellingtonPrzyjazd do Wellington – stolicy Nowej Zelandii, Zwiedzanie miasta: kompleks budynków parlamentu, budynki rządowe, katedra św. Pawła, nowoczesne i interaktywne Muzeum Narodowe Te Papa Tongarewa. Wjazd kolejką na punkt widokowy na Mt. Wiktoria i podziwianie panoramy miasta. Z punktu widokowego rozpościera się też przepiękny widok na Cieśninę Cooka i Zatokę 7 Picton – Park Nelson Lakes – PunakaikiOdprawa na przystani promowej, i rejs przez Cieśninę Cooka w kierunku Wyspy Południowej. Następnie przejazd przez malownicze tereny Parku Narodowego Nelson Lakes do Punakaiki leżącego w obrębie Parku Narodowego 8 Hass – Park Mt. Aspiring – QueenstownPrzejazd do lodowca Franciszka Józefa, przejście malowniczą ścieżką do czoła lodowca. Istnieje możliwość fakultatywnego lotu helikopterem nad lodowcami: a/ jeden lodowiec z lądowaniem ok. 195 NZD b/ dwa lodowce z lądowaniem ok. 265 NZD Przejazd malowniczą drogą miedzy Morzem Tasmana a górami do Haast oraz Park Narodowy Mt. Aspiring Przyjazd do bajkowego miasta Queenstown. Wjazd na punkt widokowy z którego roztacza się panorama 9 QueenstownWCzas wolny na odpoczynek lub możliwość korzystania z fakultatywnych atrakcji takich jak pływanie szybkimi łodziami w kanionie rzeki Shotower, czy możliwość skoku na bungee z mostu nad rzeka Kawarau. Po południu degustacja wspaniałych nowozelandzkich win w polskiej winnicy Gibson 10 Milford Sound – Zatoka Milforda – MossburnCałodniowy wyjazd do Parku Narodowego Fiordland, który jest największym Parkiem Narodowym Nowej Zelandii. Oglądanie wspaniałych wodospadów oraz malowniczych fiordów, wśród których najdłuższy ma 45 km. Następnie postój nad malowniczą zatoką Milforda, gdzie występuje bardzo rzadki gatunek ptaka o nazwie Takehe. Ptak ten ma jaskrawe fioletowo-niebieskie upierzenie i co ciekawe, do 1947 roku gatunek ten był uważany za wymarły. Rejs po zatoce Milforda. Przejazd do hotelu i 11 Mossburn – Dunedin – Larnach – plaża Sandfly – DunedinPo śniadaniu przejazd do Dunedin – miasta na południowym wschodzie Nowej Zelandii. Miasto to położone jest nad oceanem i zachwyca niezwykłą, szkocką architekturą rodem z Edynburga. Znajduje się tam Baldwin Street, najbardziej stroma ulica świata o nachyleniu do 38%. Zwiedzanie miasta: zobaczymy przepiękny dworzec kolejowy z początku XX wieku oraz odwiedzimy cerkiew św. Michała Archanioła. Przejazd do położonego na malowniczym półwyspie Otago zamku Larnach. Wspaniałe ogrody zamku zdobyły wyjątkową nagrodę Garden of International Significance. Następnie przejazd na plaże Sandfly, gdzie przy odrobinie szczęścia naszym oczom ukażą się lwy morskie, foki i jeden z najrzadszych na świecie gatunków pingwinów – pingwin żółtooki. Powrót do Dunedin, 12 Dunedin – Głazy Moeraki – Jezioro TekapoTego dnia zobaczymy Głazy Moeraki. Głazy te, znajdujące się na plaży Koekohe są jednym z najbardziej fascynujących cudów natury. Są to ogromne, kuliste bryły, o średnicy około 2 metrów. Legendy głoszą, że głazy są skamieniałymi jajami dinozaurów. Spacer po plaży. Następnie przejazd w okolice jeziora Tekapo. Wizyta w Obserwatorium Astronomicznym Mt John znajdującym się na górze wznoszącej się ponad jeziorem Tekapo. Obserwatorium skrywa największe teleskopy Nowej Zelandii – w tym mający 1,8 metra średnicy japońsko-nowozelandzki teleskop MOA poszukujący ciemnej materii. Tuż obok, w przepięknej scenerii na brzegu jeziora, zobaczymy kamienny kościół Dobrego 13 Jezioro Tekapo – ChristchurchPrzejazd do tętniącego życiem Christchurch. Spacer po mieście zdłuż rzeki Avon, gdzie znajdują się piękne Parki Miejskie i Ogród Botaniczny. Po drodze zobaczymy także anglikanską katedrą z 1864 roku zlokalizowaną w ścisłym centrum na placu Cathedral Square. Czas wolny na zakup pamiątek, nocleg w 14 Christchurch – WarszawaTransfer na lotnisko i wylot w kierunku 15 WarszawaPrzylot do Warszawy. DLA CHĘTNYCH ISTNIEJE MOŻLIWOŚĆ PRZEDŁUŻENIA WYPRAWY O POBYT NA FIDŻI I 14 Christchurch – Auckland – Królestwo TongaWykwaterowanie z hotelu w Christchurch i przelot przez Auckland na Tonga, które jest jedyną monarchią na całym Pacyfiku. Tonga to archipelag 176 wysp, wśród nich znajdują się bajkowe plaże, aktywne wulkany i dziewicze lasy deszczowe. Przejazd do hotelu przy plaży, 15 TongaPo śniadaniu rozpoczniemy zwiedzanie głównej wyspy. Wizyta w Nukuʻalofa – stolicy kraju, gdzie weźmiemy udział w barwnych obchodach święta Tupou (udział w obchodach możliwy tylko w terminie: – Święto to zostało ustanowione dla upamiętnienia rocznicy koronacji króla Tupou I, który był pierwszym królem Tonga. Zjednoczył on wszystkie wyspy, a także, opublikował pierwsze pisemne prawa oraz otworzył pierwszy parlament i ogłosił konstytucję. Chronił też Tonga przed kolonizacją. Uroczystość rocznicy koronacji pierwszego króla hucznie obchodzi się jako Dzień Króla Tupou I. Weźmiemy udział w barwnych obrzędach, paradach i tańcach miejscowej ludności. Po południu czas wolny na kąpiele morskie i słoneczne, 16 Tonga – FidżiCzas wolny na odpoczynek, kąpiele czy nurkowanie z rurką. Popołudniu transfer na lotnisko i przelot na Fidżi. Transfer do hotelu, 17 FidżiZwiedzanie wyspy. Tego dnia czeka nas wizyta w wiosce Navala, gdzie zobaczymy jak mieszkają rdzenni Fidżyjczycy. Wizyta w lokalnej szkole katolickiej Następnie wizyta w bajkowym Parku Narodowym Koroyanitu i trekking do wodospadu 18 Fidżi – South SeaCzas wolny na odpoczynek lub samodzielne zwiedzanie wyspy lub fakultatywny całodniowy rejs wokół najpiękniejszych wysepek archipelagu na malowniczą, rajską wyspę South Sea (ok. 180 EUR). Podczas rejsu możliwość nurkowania w turkusowej wodzie. Na wyspie lunch połączony z pokazem lokalnego, fidżyjskiego 19 Fidżi – AucklandTransfer na lotnisko i przelot do Auckland. Zakwaterowanie w hotelu, czas wolny na zakup pamiątek. 20 Auckland – WarszawaTransfer na lotnisko i przelot w kierunku 21 WarszawaPrzylot do Warszawy. Nowa Zelandia wycieczka Śladami Hobbita i Władcy Pierścieni 16 dni Kiedy Peter Jackson kręcił “Władcę pierścieni”, swoją słynną trylogię o hobbitach, elfach i rycerzach, okazało się, że nie trzeba komputerowo tworzyć fantastycznych scenerii, bo tolkienowskie Śródziemie istnieje naprawdę – to Nowa Zelandia. Zapraszamy do wędrówki śladami filmów oraz odkrywania uroków wysp Południowej i Północnej. Cena zależy od terminu wyjazdu, ilości osób oraz standardu hoteli. Opcje Program można zakończyć wypoczynkiem na Fiji. 1 dzień AUCKLAND Przylot rano do Auckland. Transfer do hotelu w centrum miasta. Dzień wolny. 2 dzień AUCKLAND – ROTORUA Śniadanie. Przejazd grupowy w kierunku Rotorua przez malownicze rejony Waikato.. Wizyta w jaskiniach Waitomo Glowworm, przeprawa łodzią przez Glowworm Grotto oświetlonych tysiącami malutkich punkcików – pochodzących od świecących robaczków zwisających z sufitu groty. Obiad. Przejazd do Agrodome na obrzeżach Rotorua, skąd zaczyna się objazd autobusem Hobbiton Movie Set przez tereny Matamata, gdzie nagrywany był film Władca Pierścieni i Hobbit.. Przejazd do Rotorua. Zakwaterowanie w hotelu. 3 dzień ROTORUA Śniadanie. Wizyta w Parku geotermalnym, gdzie można zobaczyć gejzery wyrzucające strumienie pary i gorącej wody na wysokość do 20 oraz dolina wulkaniczna Waimangu. Powrót do hotelu. Po południu transfer na wieczór folklorystyczny, taniec wojenny Maorysów i inne pokazy połączone z kolacją. Powrót do hotelu. 4 dzień TONGARIRO Śniadanie. Opuszczenie Rotorua. Transfer wzdłuż malowniczego Jeziora Taupo do Parku Narodowego Tongariro. Park Narodowy Tongariro jest pierwszym parkiem narodowym Nowej Zelandii. Został utworzony w 1887r. na Wyspie Północnej, na terenach ofiarowanych przez wodza Maorysów. Obejmuje on południową część Wyżyny Wulkanicznej, łącznie ze świętymi szczytami ludu Tuwahare. Nazwa parku wywodzi się od maoryskich słów tonga riro – „ogień wyniesiony”. W parku występują czynne wulkany, gorące źródła i rzadkie gatunki fauny (kiwi, sokół nowozelandzki). Nocleg w hotelu na terenie parku. Z jego okien można podziwiać widok na Góry Ruapehu oraz Park Tongriro. 5 dzień TONGARIRO – WELLINGTON Śniadanie. Transfer hotelowy na stację kolejową (5 min.) Wyjazd z Parku, przejazd pociągiem Kiwi Train do Wellington. W czasie jazdy można podziwiać piękne krajobrazy.. Przyjazd do Wellington. Stolica Nowej Zelandii to przede wszystkim chluba Nowozelandczyków, miasto położone w centrum kraju, dokąd wszyscy mają blisko. Położona jest na północnej wyspie w jej południowej części. Wcześniej, kiedy stolica Nowej Zelandii zlokalizowana była w Auckland, osadnicy z południowej wyspy musieli przebyć cały kraj aby się tam dostać. To jednak tylko dygresja w temacie stolica Nowej Zelandii. Prawdziwym powodem było między innymi ryzyko odłączenia się wyspy południowej od Kolonii, gdyż był to okres odkryć złóż złota na wyspie południowej oraz duża waga portu Wellington. Stolica Nowej Zelandii zlokalizowana jest w Cieśninie Cooka, na północy znajdują się piaszczystą plaże, na wschodzie góry Rimutaka. Za nimi rozciągają się równiny Wairarapa z pięknymi winnicami, do których można wybrać się na degustacje win nowozelandzkich. Transfer do hotelu. Zakwaterowanie. 6 dzień WELLINGTON Całodzienna wycieczka śladami Władcy Pierścieni – wizyta w miejscach związanych z filmem – Rivendel, rzeka Anduin, Aragorn, Ogrody Isengard, Góra Wiktorii, Gordon itd. Obiad w czasie zwiedzania.. 7 dzień WELLINGTON – NELSON Przejazd do portu, skąd przeprawa promem przez cieśninę Cooka na wyspę Południową do małego miasteczka Picton. Transfer do uroczej miejscowości Nelson, położonej na północnym wybrzeżu. Nelson leży nad zatoką Tasmana i z trzech stron otoczone jest górami. Jest dogodnym punktem wypadowym do znajdujących się w pobliżu jaskiń oraz trzech parków narodowych – Abel Tasman, Jeziora Nelson oraz Kahurangi. Zakwaterowanie w hotelu 8 dzień NELSON Śniadanie. 90 min. przelot helikopterem na Nelson i okolicą związaną z filmami Władcy Pierścieni. Stop na Górze Olympus oraz w sercu Kahurangi National Park. Powrót do Mount Nelson z przelotem nad Zatoką Tasmańską. Popołudnie wolne. 9 dzień NELSON – CHRISTCHURCH Śniadanie. Transfer do Picton, skąd dalsza podróż odbędzie się pociągiem Tranz Coastal, wzdłuż malowniczego wybrzeża. Przyjazd do Christchurch. Zakwaterowanie w hotelu. 10 dzień CHRISTCHURCH Śniadanie. Całodzienna wycieczka Lord of the Rings Edoras z obiadem. Przejazd w górskie rejony Mt Potts i Mt Sunday zmienione w filmie na Edoras, stolicę ludu Rohan. Przejażdżka jeepami, stop na obiad z szampanem. 11 dzień CHRISTCHURCH – WANAKA Śniadanie. Transfer do Wanaka. Przejazd jedną z najbardziej malowniczych dróg Nowej Zelandii, w drodze miejscowość Pukaiki. Zakwaterowanie w Wanaka. 12 dzień WANAKA Śniadanie. Wycieczka – przelot małym samolotem do Doliny Siberia, jedno z najdzikszych miejsc Nowej Zelandii – malownicze szczyty, lodowce, jeziora górskie i stoki porośnięte gęstymi lasami. Lądowanie w sercu Alp Południowych, czas wolny na trekking przez dolinę.. Powrót łodzią po malowniczej rzece górskiej. 13 dzień WANAKA – QUEENSTOWN Śniadanie. Transfer do Queenstown ok. 1,5 godz. Zakaterowanie w hotelu w centrum miasta. Po południu wycieczka – Nomad Safari do krainy Władcy pierścieni Safari w malownicze rejony, które były scenerią dla filmu – rzeka Dart – Insegard, Las Lothorien, obóz Ithilien.. Powrót do Queenstown. 14 dzień MILFORD SOUND Śniadanie. Wycieczka do krainy fiordów Milford Sound.. Początkowo droga prowadzi wzdłuż jeziora Te Anau, jednego z najgłębszych jezior w Nowej Zelandii, dalej droga do Zatoki Milforda prowadzi poprzez fiordy, z licznymi zakrętami i różnicami wysokości i uważana jest za jedną z najpiękniejszych dróg na świecie. Rejs statkiem wzdłuż zatoki Milforda, która ma długość ok 20 km. Widok majestatycznych, stromych ścian skalnych przyprawia o zawrót głowy. Krajobraz ten został stworzony w Plejstocenie przez lodowiec, który twarde skały magmowe i metamorficzne dolin rzecznych przekształcił w doliny ze stromymi ścianami, a następnie zostały one wypełnione wodą morską. Piknik lunch w czasie wycieczki. Powrót do Queenstown. 15 dzień QUEENSTOWN Śniadanie. Wyjazd na safari łodziami po rzece Dart. Rzeka Dart wije się malowniczo przez długą dolinę otoczoną pokrytymi śniegiem szczytami, lodowcami i wodospadami. Treking przez stare lasy Beech. Powrót autobusem przez dzikie rejony ze stopem w punktach widokowych. 16 dzień QUEENSTOWN – AUCKLAND Śniadanie. Przelot do Auckland i wylot do Polski. Katowice – Frankfurt/M – Osaka – Auckland – Rotorua – Taupo – Tongariro NP – Wellington Nowa Zelandia kusiła mnie od bardzo, bardzo dawna. Znaleźć się na końcu świata, w kraju klimatem zbliżonym do naszego, ale różniącym się od Polski pod każdym względem – tak, to było wielkie coś. Długo zbieraliśmy się do podjęcia decyzji o wyjeździe, wreszcie klamka zapadła – w październiku kupiliśmy bilety do Auckland. Niestety, ze względu na kosmiczną odległość bilety nie należą do najtańszych i stanowią połowę kosztów całej wyprawy. Kolejnym krokiem była rezerwacja samochodu, miał to być pojazd zarówno do poruszania się po Nowej Zelandii, jak i do spania. Zdecydowaliśmy się na najtańszą z możliwości, czyli na pożyczenie samochodu typu kombi, w którym po rozłożeniu tylnych foteli robi się całkiem spora przestrzeń do spania. Oczywiście opcji wypożyczenia samochodów jest wiele (o tym na końcu relacji w dziale porady i patenty), wiadomo jednak, iż najważniejszym czynnikiem jest cena. Nasz wybór padł na wypożyczalnie APEX oraz na samochód Nissan Wingroad. W kwocie 1907,99 NZD dostaliśmy na miesiąc samochód bez limitu przejechanych kilometrów wraz z pełnym ubezpieczeniem, oraz bilety na przeprawę promową w obie strony między wyspami północną i południową. Jeszcze w Polsce dokonaliśmy też rezerwacji hostelu Borders Beyond w Auckland (20 NZD dorm) – chcieliśmy po prostu przed wyruszeniem w objazdówkę odpocząć i odświeżyć się po długim locie. Wreszcie nadszedł długo oczekiwany dzień wylotu, nikt z nas wtedy nie przypuszczał nawet, że natura zafunduje nam dodatkowe atrakcje i że otrzemy się o 2 katastrofalne w skutkach trzęsienia ziemi. Przelot na drugi koniec świata to ok. 26 godzin samego lotu, do tego dochodzą jeszcze przesiadki i oczekiwania na kolejne loty, tak że w sumie podróż do Auckland zajęła nam 36 godzin. Międzylądowania mieliśmy we Frankfurcie nad Menem, gdzie dołączyli do nas Maciek z Darią, oraz Osace – nowoczesnym lotnisku położonym na sztucznie zrobionej wyspie. Wreszcie przylatujemy do Auckland i tu przyjemna niespodzianka odprawa na lotnisku nie była specjalnie żmudna i dokładna. Oficera w biosecurity informujemy o braku jakiejkolwiek żywności i podpisujemy się pod deklaracją, że nie wwozimy żadnych nasion, ani innych organicznych ustrojów niepożądanych w Nowej Zelandii i po prześwietleniu bagaży i wykonaniu telefonu do Apex’a, jedziemy vanem z wypożyczalni, do biura firmy. Tutaj dopełniamy resztę formalności, wnosimy należną kwotę za samochód i po zamontowaniu GPSa przywiezionego z Polski, jedziemy do hostelu Borders Beyond. Napomknąć tutaj muszę, iż człowiek nieprzyzwyczajony do lewostronnego ruchu czuje się jak nowicjusz jeżdżący ze znaczkiem „L” na dachu. Przez pierwsze kilkadziesiąt kilometrów notorycznie mylą mi się przełączniki kierunkowskazów z wycieraczkami, a wsiadanie kierowcy od strony pasażera to normalka… Jednak po dwóch dniach przywyknąłem do tych zmian i jeździło mi się już całkiem normalnie (o nowozelandzkich przepisach drogowych szerzej na końcu w dziale porady i patenty). W hostelu jemy śniadanie i odświeżamy się. Następnie wskakujemy w lekkie, letnie ciuchy i uderzamy w miasto. Pierwsze kroki kierujemy do najwyższej budowli w Nowej Zelandii czyli słynnej 328 metrowej Sky Tower, z której roztacza się fantastyczny widok na okolicę. Jako, że kraj ten słynie ze wszelakich sportów ekstremalnych, to jedną z atrakcji Sky Tower jest skok na bungi z wysokości 192m za jedyne 225 NZD. My jednak nie decydujemy się na aż tak drastyczny powrót w dół z wieży i zjeżdżamy normalnie windą. Następnie udajemy się na spacer po mieście i po dłuższej wędrówce wzdłuż wybrzeża dochodzimy do oceanarium Kelly (33,90 NZD), gdzie można zobaczyć rekiny, pingwiny i szereg różnych stworzeń morskich żyjących w wodach otaczających Nową Zelandię. Szczerze? Atrakcja zdecydowanie dla dzieci, mnie osobiście rozczarowała. Z oceanarium wracamy busikiem z powrotem do centrum na lunch, a następnie udajemy się na zakupy do jednego z supermarketów. Tam kupujemy głównie prowiant na drogę oraz butle z gazem do gotowania. W nocy nie mam żadnych problemów ze spaniem i wygląda na to, że jetlag mnie ominął. Rano zjadamy śniadanie, pakujemy się do pożyczonych samochodów i wyruszamy w drogę. Pierwszy postój mamy w Matamata, gdzie Peter Jackson na potrzeby filmu umieścił Hobbiton czyli osadę Hobbitów z książki Władca Pierścieni. Od razu muszę zaznaczyć, że wielkim fanem twórczości Tolkiena jest moja Asiula, ja wstyd przyznać, nie dość że nie czytałem żadnej jego książki, to nawet nie obejrzałem filmu zrobionego na podstawie słynnej trylogii. Asiula tymczasem biega po Hobbitonie z obłędem w oczach i zagląda niemal pod każdy kamień, z trudem udaje mi się ją namówić na kontynuowanie podróży… Wreszcie ruszamy dalej i niezwykle malowniczymi i pustymi drogami dojeżdżamy do krainy gejzerów – Rotoruy. Kupujemy bilety wstępu do Te Puia (42 NZD/os.) jednej z nielicznych płatnych atrakcji przyrodniczych w Nowej Zelandii (zdecydowana większość jest darmowa) i rozpoczynamy 1,5 godzinne zwiedzanie doliny pełnej gejzerów i gotującego się błota. Wszędzie czuć woń siarki, doskwiera też żar lejący się z nieba dodatkowo podgrzewany gotującą się wodą z gorących źródeł. Z Rotoury kierujemy się na południe do położonej nad jeziorem Taupo miejscowości o tej samej nazwie. Decydujemy się na nocleg na rogatkach miasteczka, na parkingu przy jeziorze. Do dyspozycji mamy toaletę, elektrycznego grilla i widok na jezioro. Nowa Zelandia to kraj wręcz stworzony dla zmotoryzowanego turysty. Praktycznie każda droga dochodząca do morza czy jeziora kończy się parkingiem z toaletą, bywa że nawet z prysznicem. O ile nie ma wyraźnych zakazów odnośnie biwakowania lub nocnego parkowania (no overnight parking) przyjęło się że można zanocować jedną noc w takim miejscu. Dostosowanie auta do spania trwa chwilę, wszystkie rzeczy przenosimy na przednie fotele, tylne rozkładamy do pozycji horyzontalnej i na tak powstałą płaszczyznę kładziemy dmuchane karimaty. Śpi się naprawdę wygodnie, co najważniejsze nie wieje, nie kapie na głowę, nie ma zabawy z rozbijaniem i zwijaniem namiotu, no i można spać praktycznie wszędzie. I o to właśnie chodzi. Rano wstajemy i wyruszamy do najstarszego parku narodowego w Nowej Zelandii - Tongariro. Na początku odwiedzamy visiting center, gdzie zasięgamy języka i kupujemy mapę. Następnie jedziemy drogą do końca doliny gdzie przesiadamy się na wyciąg krzesełkowy (24 NZD), którym wjeżdżamy na wysokość około 2000 mnpm. Niestety na górze dopada nas ogromna chmura z deszczem, która przegania nas z powrotem w dół. Nie dość, że nic nie zobaczyliśmy to jeszcze nas zmoczyło. Wracamy zatem znowu do wioski Whakapapa, gdzie robimy przerwę obiadową. Podczas gotowania napatacza się para z Polski, która z racji 3 miesięcznego pobytu w Nowej Zelandii przekazuje nam szereg cennych spostrzeżeń. Dzięki nim dowiadujemy się o pobliskim kampingu DOC (Department of Conservation) Mangahuia Campsite, na który zresztą udajemy się na nocleg. Obozowisko pęka w szwach, z trudem udaje nam się znaleźć miejsce dla naszych Nissanów. Kampingi DOC to najtańsza płatna baza noclegowa w Nowej Zelandii. Ceny w zależności od standardu i regionu kształtują się od 5 do 15 NZD za osobę. Pieniądze wkłada się do specjalnej, opisanej koperty z naszymi danymi, którą następnie wrzuca się do skarbonki, umieszczonej z reguły przy wjeździe na kamping. Rzecz jasna można próbować spać na gapę, licząc, że się nie natknie na rangersa i nie ma co się czarować ale robiliśmy to wielokrotnie, zresztą nie my jedni - średnio ponad połowa biwakujących waletowała. Rano wstajemy skoro świt i dzielimy się na 2 teamy, tzn. ja z Asiulą jedziemy autem naszych przyjaciół do miejsca gdzie kończy się trekking, a Maciek z Darią naszym autem udają się do punktu w którym wszystkie grupy rozpoczynają wędrówkę po wulkanach, tzw. Tangariro Crossing. Dzięki temu nie musimy płacić 60 NZD za osobę za transport busem po zakończeniu trekkingu. Po prostu w połowie szlaku w górach wymieniamy się kluczykami z samochodów i każdy wraca do swojego auta. Nie ukrywam, że my zaczynając wędrówkę tam gdzie wszyscy ją kończą, dokonaliśmy świetnego wyboru, gdyż na naszej drodze było puściuteńko. Pogoda tego dnia dopisuje wyśmienicie, idzie się bardzo dobrze po świetnie przygotowanym szlaku. Tutaj znowu mała dygresja. Infrastruktura turystyczna Nowej Zelandii to wzór dla innych krajów. Doskonale oznaczone i świetnie przygotowane szlaki, z miejscami do odpoczynku, z czystymi toaletami, po prostu ideał. Po drodze mijamy parujące, gorące źródła, następnie schronisko Ketetahi Hut i dalej mozolnie pnąc się w górę osiągamy czerwony krater, pod którym wymieniamy się kluczykami z Maćkiem i Darią. Widok z tego miejsca jest niesamowity: krater wygląda jak paląca się hałda, czuć siarkę i ciepło pod podeszwami, a poniżej widać kilka kolorowych jeziorek i hordę ekshibicjonistów, którzy kompletnie nago chodzą po górach. Dokładnie nie wiem o co w tym wszystkim chodzi ale to forma jakiejś naturystycznej nowozelandzkiej turystyki, podobnież bardzo popularna w tym kraju. Po 8 godzinach wędrówki dochodzimy do parkingu w Mangatepopo, myjemy się i wracamy naszym Nissanem do Ketetahi, skąd już razem z Maćkiem i Darią ruszamy w dalszą podróż. Tuż przed zmrokiem dojeżdżamy do Foxton Beach gdzie zostajemy na nocleg, na plażowym parkingu. Miejsce jest idealne, do dyspozycji mamy toaletę, prysznic i plażę, po której można jeździć autem!!! Rano po śniadaniu niewiele się zastanawiając korzystamy z tej opcji i udajemy się na przejażdżkę wzdłuż oceanu. Przy wyjeździe już na normalną drogę tracimy jednak trochę czasu na wyciąganiu samochodu Maćka, który zakopał się w kopnym piasku. Ogólnie jednak nowe doświadczenie i nowa przygoda, jak najbardziej udana. Z Foxton jedziemy już bezpośrednio do Wellington, które wita nas niestety deszczową pogodą. Tutaj też zastaje nas informacja o wielkim trzęsieniu ziemi, które nawiedza oddalone o 400 km Christchurch. Nieświadomi jeszcze tego jak wydarzenie to namiesza nam szyki postanawiamy dalej sztywno trzymać się planu wyjazdu. Tymczasem zwiedzamy Wellington, a w zasadzie największe i najnowocześniejsze muzeum Nowej Zelandii – Te Papa (wstęp wolny). 3 godziny, które tu spędzamy to absolutne minimum, które pozwala nam jedynie musnąć eksponatów i ledwo poczuć smak prawdziwej Nowej Zelandii. Z Muzeum udajemy się pod parlament, a następnie na dworzec kolejowy. Oba te miejsca to charakterystyczne dla miasta budynki o niezwykle ciekawej architekturze. Nabrzeżem wracamy do zaparkowanego u stóp góry Victoria auta i po zrobieniu zakupów w supermarkecie i zatankowaniu pojazdu, przenosimy się na nocleg na drugi koniec miasta w okolice zatoki Houghton. Co ciekawe w tym miejscu jest już zaparkowanych kilka vanów, które tak jak my na dziko będą tu nocować. strona 1 | 2 | 3 | 4 | 5

śladami władcy pierścieni nowa zelandia